0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedisBad Historycznie: Z kart sławy polskiej husarii - Bitwa pod Kłuszynem 4 lipca 1610 r.

Śmierć cara Iwana Groźnego w 1584 r., która zakończyła panowanie dynastii Rurykowiczów, a następnie objęcie rządów przez bojara Borysa Godunowa, zapoczątkowały kryzys w państwie moskiewskim. W kraju zapanował chaos, wybuchły bunty chłopskie, pojawił się głód. Zamieszanie za wschodnią granicą chcieli wykorzystać polscy magnaci, co stało się tłem tzw. dymitriad.

Pretekstem do polskiej interwencji stała się sprawa Dymitra, zwanego Samozwańcem, który przedstawiał się jako cudownie ocalony najmłodszy syn Iwana Groźnego, którego Godunow wraz z matką zesłał do Uglicza. Tam oficjalnie Dymitr zmarł, w niejasnych okolicznościach, co z kolei obciążało Godunowa, który chciał pozbyć się konkurenta do tronu moskiewskiego.

Fot. Zygmunt III Waza

W październiku 1603 r. na dworze Wiśniowieckich w Brahimiu zjawił się mężczyzna podający się za syna Iwana Groźnego. Historycy dziś identyfikują go jako mnicha Grigorija Otrepiewa. Poszukiwał ze swymi stronnikami poparcia wśród elity magnackiej w Polsce, co pozwoliłoby mu sięgnąć po władzę. Sprawą zainteresował się wojewoda sandomierski Jerzy Mniszech. Większość polskich urzędników wyższego szczebla była jednakże niechętna organizowaniu wyprawy na Wschód – swoje zastrzeżenia zgłosili m.in. Jan Zamoyski, kasztelan poznański Jan Ostroróg, hetmani Stanisław Żołkiewski i Jan Karol Chodkiewicz. Szlachta też w większości była sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Poparcie natomiast dla planów "carewicza" płynęło od strony jezuitów i nuncjusza Claudio Rangoniego, którzy liczyli na rozszerzenie katolicyzmu na ziemiach rosyjskich. Król Zygmunt III Waza oficjalnie nie poparł roszczeń Dymitra, ale przekazał na wyprawę, która miała mieć charakter prywatnego przedsięwzięcia magnatów, pewną sumę pieniędzy (wg źródeł miało to być 4000 złotych) i zezwolił Dymitrowi na zaciąg ochotników w Polsce. W październiku 1604 r. rozpoczęła się wyprawa, jednakże już w styczniu 1605 r. siły Dymitra uległy w bitwie pod Dobryniczynami nieopodal Sielska. Sprawa wydawałaby się być przesądzona, lecz w kwietniu zmarł Borys Godunow, zaś wkrótce po nim jego następca – syn Fiodor. Na stronę Dymitra przeszła znaczna część bojarów skonfliktowanych z rodem Godunowych. Dymitr wkroczył do Moskwy i 31 lipca został koronowany na nowego cara. Władza jednakże była krucha – w otoczeniu Dymitra rozpoczęły się spiski, które doprowadziły do jego obalenia. Nie wzmocnił jej ślub Dymitra z córką Jerzego Mniszcha – Maryną. Pod koniec maja 1606 r. wybuchły zamieszki, skutkując zrzuceniem Dymitra z tronu i zamordowaniem około 500 Polaków. Do niewoli trafili oficjalni posłowie Zygmunta III oraz najważniesi goście, którzy przyjechali na ślub.

Fot. Wasyl Szujski

Nowym carem został Wasyl Szujski, przywódca spisku, ale i jego władza była słaba – musiał się zmagać z powstaniem chłopskim na Siewierszczyźnie, które trwało ponad rok. Wciąż pojawiali się kolejni Dymitrowie – z nich najsłynniejszy był Dymitr II Samozwaniec, o którym niewiele wiadomo. Zdołał on wszakże zebrać pewne siły, wzmocnione posiłkami polskimi i wiosną 1608 r. ruszył na Moskwę. W maju Dymitr II pobił siły Szujskiego pod Bołochowem, a w lipcu – na mocy polskiego układu z Wasylem Szujskim - została zwolniona wraz z ojcem Maryna Mniszchówna. Dymitr II przechwycił ją w drodze powrotnej, a ona sama zgodziła się grać rolę żony. Jesienią 1608 r. Dymitr miał już armię liczącą 20 000 ludzi, lecz zwlekał ze szturmem na Moskwę, licząc na dobrowolne wpuszczenie go do miasta. Gdy to okazało się niemożliwe – rozpoczął oblężenie. Car Wasyl Szujski zaś zaczął rozglądać się za sojusznikiem, który pozwoli mu uporać się z Dymitrem. Znalazł go w Szwecji i w lutym 1609 r. podpisał w Wyborgu traktat, dzięki któremu do Nowogrodu przybyło 15 000 żołnierzy szwedzkich i najemnicy z Anglii, Szkocji, Francji i Niemiec. Dodatkowo car Szujski ogłosił się księciem połockim, co naruszało rozejm polsko-moskiewski (Połock został zdobyty w czasie wypraw Stefana Batorego). Ostrze szwedzko-rosyjskiego traktatu było wymierzone w Rzeczpospolitą i w takich okolicznościach doszło do wyprawy Zygmunta III na ziemie moskiewskie. Powodów jej było kilka – przede wszystkim chęć wykorzystania osłabienia Moskwy, co dawało widoki na zdobycie tamtejszego tronu. W zamysłach Zygmunta III taki blok polsko-rosyjski miał zmusić Sztokholm do oddania mu korony, o co zabiegał nieustannie i czego nie rezygnował. Oficjalnym powodem wyprawy miało być odzyskanie Smoleńska, strategicznego punktu stanowiącego "bramę" prowadzącą na ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przygotowania do wojny zabrały sporo czasu, co związane było ze sporami Zygmunta III z sejmem, pozyskaniem funduszy oraz koncepcjami prowadzenia kampanii – kanclerz litewski Lew Sapieha był zwolennikiem uderzenia najpierw na Smoleńsk, a dopiero potem na Moskwę, zaś hetman Stanisław Żółkiewski chciał poprzez Siewierszczyznę iść prosto na Moskwę. Trzeba było także przygotować grunt polityczny. Temu służyć miały kontakty pomiędzy Dymitrem II, bojarami a Zygmuntem III. Dymitr II nie chciał polskiej interwencji, bo chciał korony tylko dla siebie, bojarzy z kolei proponowali koronę synowi Zygmunta III – księciu Władysławowi, zaś Zygmuntowi zależało na Dymitrze, który świetnie się sprawdzał w roli straszaka. Chcąc przekonać do siebie społeczeństwo rosyjskie Zygmunt III na sejmie w 1609 r. gwarantował przywileje Cerkwi, zaś przedstawiając siebie na Zachodzie jako organizatora nowej krucjaty liczył na wsparcie finansowe ze strony papieża.

Fot. Stanisław Żółkiewski

Wyprawa rozpoczęła się we wrześniu 1609 r. Wcześniej, w sierpniu, król udał się do Orszy, gdzie koncentrowała się armia polska. 29 września pod Smoleńsk dotarła część polskich sił z Lwem Sapiehą na czele. Następnego dnia dotarł hetman Żółkiewski, który kierował przygotowaniami do oblężenia, zaś 1 października przybył Zygmunt III Waza. Twierdza smoleńska była jedną z potężniejszych na tamtych terenach – obwód murów wynosił 6,5 km, ich wysokość sięgała 10-15 m, zaś grubość 6 m. Dowódcą obrony został Michał Szein, który nie zamierzał się poddawać siłom polskim, gdyż zarządził mobilizację oraz przygotował zapasy broni i żywności.

Fot. Fortyfikacje Smoleńska

Oblężenie się przeciągało – polska armia zdecydowanie górowała w polu, natomiast do oblężeń nadawała się w zdecydowanie mniejszym stopniu. Wraz z nadejściem zimy sytuacja stała się dramatyczna, zarówno dla oblężonych, którym zaczynało brakować zapasów, jak i oblegających, których szeregi przerzedziły choroby i dezercje. W lutym 1610 r. pod Smoleńsk przybyło poselstwo bojarów z obozu Dymitra. Uznali oni syna Zygmunta III za cara, a w zamian mieli zachować przywileje. Nie zmieniało to jednak sytuacji strategicznej – wojna trwała nadal.

Fot. Jacob de la Gardie

W międzyczasie wojska szwedzkie pod wodzą Jacoba de la Gardie koncentrowały się na północy państwa rosyjskiego i dążyły do połączenia się z siłami cara Szujskiego. Następnym ruchem wojsk carskich miało być ruszenie na odsiecz Smoleńskowi. Doszło również do rozbicia sił Dymitra, na które naciskały siły szwedzko-rosyjskie. Doprowadziło to do zdjęcia oblężenia Moskwy, do której triumfalnie wjechał Michał Skopin Szujski, wódz sił moskiewskich (w kwietniu, po jego nagłej śmierci, zostanie zastąpiony przez Dymitra Szujskiego – carskiego brata). Na przełomie kwietnia i maja Rosjanie podjęli przygotowania od odbicia Smoleńska. Operacja miała być realizowana etapami – 12 maja pod opanowany przez Polaków Osipów dotarł korpus liczący 3000 ludzi połączonych sił moskiewsko-zagranicznych pod wodzą Grzegorza Wałujewa i Piotra de la Ville. Miasto padło po walce, oddziały polskie uległy rozproszeniu. Inna część sił moskiewskich, licząca 6500 ludzi, maszerowała na Białą, którą obsadzał Aleksander Gosiewski. Białą udało się obronić, a Rosjanie po krótkim oblężeniu i informacjach o nadciągających siłach polskich od strony Smoleńska, w początkach czerwca wycofali się w stronę Możajska, gdzie koncentrowały się główne siły carskie.

Fot. Wymarsz na Kłuszyn hetmana Żółkiewskiego w wizji malarskiej Mirosława Szeiba

Wiadomości o podjętej rosyjskiej operacji uwolnienia Smoleńska dotarły do strony polskiej już pod koniec maja. Reakcją na te wieści było wydzielenie z sił polskich oblegających Smoleńsk niewielkich sił – ok. 3000 ludzi (w tym 1100 piechoty i 100 Kozaków). Ich celem było zmierzenie się w polu z wojskiem carskim i powstrzymanie go. 7 i 8 czerwca 1610 r. siły hetmana Stanisława Żółkiewskiego wyruszyły z obozu pod Smoleńskiem i ruszyły w stronę Białej, do której dotarł 14 czerwca. Tam podzielił swe siły – część odesłał pod Smoleńsk, część pozostawił w Białej, a z resztą (1380 jazdy, 460 piechoty i 100 Kozaków) ruszył na Szujsk, który był miejscem koncentracji sił polskich, w tym wojsk, które wspierały Dymitra. 22 czerwca tamże hetman Żółkiewski połączył się z pułkami Samuela Dunikowskiego, Aleksandra Zborowskiego i Marcina Kazanowskiego oraz Kozakami. Z Szujska miano wyruszyć na Carowo Zajmiszcze, gdzie fortyfikował się Wałujew. Wymarszu jednak odmówiły siły Zborowskiego, które nie były opłacane ze skarbu Rzeczpospolitej, lecz walczyły dotąd dla Dymitra. Brak uzgodnień w kwestiach finansowych doprowadził do tego, że hetman Żółkiewski wyruszył bez pułku Zborowskiego, choć ten ostatni miał zapewnić hetmana, że w razie jego większych kłopotów stawi się pod jego rozkazami. 24 czerwca 1610 r. doszło do bitwy pod Carowem Zajmiszczem, po której Polacy zablokowali Rosjan. Następnego dnia przybył Zborowski ze swoimi ludźmi, na co zapewne duży wpływ miało przekonanie go o wypłacie 100 000 złotych. Zresztą w nadchodzącej bitwie Zborowski miał się wykazać, co zyskało mu uznanie w oczach Żółkiewskiego.

Fot. Szkot z armii Szujskiego

W tym czasie zakończyła się koncentracja sił Szujskiego pod Możajskiem. Strona rosyjska wiedziała już o blokadzie Carowa Zajmiszcza. 2 lipca ruszono bocznym traktem w stronę Kłuszyna. Ani Szujski, ani de la Gardie nie chcieli ryzykować walki z polską husarią w otwartym polu – zaledwie 5 lat wcześniej był Kircholm i jazda polska budziła paniczną grozę wśród ówczesnych wodzów – zarówno tych z Zachodu, jak i ze Wschodu. Głównym celem pozostawało odbicie Smoleńska. Jednocześnie zaś dostrzeżono potencjalną możliwość zablokowania Żółkiewskiego pod Carowem, tym bardziej, że siły szwedzko-moskiewskie liczyły ok. 35 000 ludzi, a zatem przeważały liczebnie nad Polakami. W tym tkwił zalążek przyszłej klęski sił Moskwy – w zlekceważeniu przeciwnika. Po dotarciu pod Kłuszyn wojska szwedzko-moskiewskie rozbiły obóz w odległości 7-8 km na zachód od miejscowości, a w zasadzie dwa obozy – w jednym stacjonowali Rosjanie, w drugim żołnierze cudzoziemscy i tabor. Siły jakimi dysponował Żółkiewski pod Carowem liczyły mniej niż 20 000 ludzi, z czego prawie połowę stanowiła luźna czeladź. Hetman postanowił podzielić swe siły – część pozostawić pod Carowem, a z częścią ruszyć na Kłuszyn. Siły, którymi chciał tego dokonać liczyły ok. 3000 ludzi (2500 jazdy i 200 piechoty).

Fot. Jazda moskiewska

3 lipca wieczorem siły polskie wyruszyły w stronę Kłuszyna, czym miały zaskoczyć siły szwedzko-moskiewskie, ktore nie spodziewały się akcji zaczepnej Polaków. Dlatego obozy nie były zbyt pilnie strzeżone i słabo umocnione.

4 lipca 1610 r. rano obie strony stanęły naprzeciwko siebie. Stosunek liczbowy – w zależności od kryteriów – wahał się od 18:1 (szacunki zawyżone), przez 14:1 (całość sił cudzoziemsko-moskiewskich, obejmujących czeladź i siły pomocnicze), aż do 7:1 (sami żołnierze) na korzyść Moskwy.

Fot. Towarzysz husarski

Polacy zaraz na początku podpalili dwie wioski – Cziernawkę i Izjezżynę, aby uniknąć utrzymania się tam wrogiej piechoty oraz zaczęli niszczyć drewniane płoty, będące przeszkodą dla rozwinięcia szarż. Jeden z nich zniszczono całkowicie, w drugim porobiono wyrwy na 10-15 m. Pole bitwy nie przekraczało 1,5 km szerokości, ograniczone rzeczkami nie pozwalało na rozwinięcie w pełni szyków szwedzkich i moskiewskich. Na lewym skrzydle w pierwszej kolejności stanęła chorągiew Mikołaja Strusia, która miała zmierzyć się z regimentem piechoty niemieckiej Reinholda Taubego (400 ludzi), obok Strusia stała chorągiew Aleksandra Zborowskiego, której drogę zagradzali Finowie i Flamandowie z Posse (200 konnych Finów), Hornem (200 konnych Finów) oraz "Glazerabim" (180 konnych Flamandów) na czele. Za nimi stali Niemcy dowodzeni przez Johana Josta von Quarnhemba (150 koni) i kawaleria francuska (200 koni). Jeszcze dalej stali Anglicy, piechota niemiecka i siły rosyjskie. Skraj polskiego prawego skrzydła zajęła chorągiew Marcina Kazanowskiego, skraj lewego skrzydła zajęli Kozacy i piechota.

Bitwa rozpoczęła się wcześnie rano 4 lipca 1610 r. Pierwszy impet ataku polskiej jazdy spadł na piechotę Taubego, którą dosięgnięto poprzez wyrąbane dziury w płotach i jak zapisano w kronikach "natarli naszy tak mężnie, że z sobą płoty znieść musieli" i "na spisy końskimi piersiami wpadali". Husarze wpadali przez wyrwy w płotach, ścierali się w pojedynkach i wracali z powrotem na pozycje wyjściowe, a wszystko to działo się pod ogniem muszkietów, który przyniósł straty w postaci m.in. 2 zabitych i 9 rannych. Polskie prawe skrzydło Zborowskiego zaatakowało wrogą rajtarię, a następnie Rosjan. Tu, jak zapisał hetman w pamiętnikach "naszym, którzy na moskiewskie hufy przyszli, łacniejsza [niż z Niemcami] była sprawa, bo Moskwa nie strzymała razu, jęli uciekać, nasi gonić". Następnie Polacy spędzili z pola cudzoziemską rajtarię, która uciekając w stronę obozu moskiewskiego, wpadła do niego, uniemożliwiając opór Rosjanom. Zaraz za nią wpadła polska jazda, która zaczęła ścigać uciekających. Jak zanotował uczestnik bitwy – Samuel Maskiewicz - "Straciwszy serce Moskwa pierzchać i uciekać w obóz pospołu z Niemcami poczęli, a my na grzbietach ich jadąc […] wpadliśmy do obozu ich". Na lewym skrzydle biła się polska piechota, która wyparła niemiecką. Niemcom z odsieczą przyszła rajtaria złożona z Francuzów i Anglików i przez jakiś czas opierali się polskim atakom. Kiedy husarze ścigali cudzoziemców i Rosjan, na polu bitwy odezwała sią artyleria cudzoziemska i rosyjska, która ostrzeliwała roty Kazanowskiego i Wilkowskiego. Powracające z pogoni roty husarskie uderzyły teraz na obóz cudzoziemców, m.in. była to rota Andrzeja Firleja i Krzysztofa Wasiczyńskiego, jednakże husarię wyparto z obozu. Dopiero następny atak spowodował załamanie sytuacji w obozie cudzoziemskim i podawanie się najemników Polakom. Rozpoczęło się paktowanie, zakończone pomyślnie dla strony polskiej. Ułatwieniem w układach było niskie morale wojsk najemnych i niezadowolenie ze służby u cara. Ten ostatni usiłował przerwać rozmowy, przysyłając poprzez swoich wysłanników obietnice niebywałych nagród za pozostanie na jego żołdzie. Nic nie wskórał, a na stronę polską, jak się szacuje, miało przejść ok. 2500 żołnierzy.

Fot. Bitwa pod Kłuszynem według obrazu z epoki

Dymitr Szujski, widząc rozmiar swej klęski, uciekł z pola bitwy, porzucając obóz. W obozie pozostawiono kosztowności, licząc na opóźnienie pościgu, co faktycznie nastąpiło. Polskie zdobycze wyglądały tak: 18 dział, kilkadziesiąt chorągwi (w tym Szujskiego), buławę i miecz głównodowodzącego, tabor i 20 000 rubli w futrach. Straty polskie wyniosły ok. 80 poległych i ponad 100 rannych, 200 zabitych koni i 200 rannych. Straty strony przeciwnej są trudniejsze do ustalenia. Sam hetman Żółkiewski oceniał samą tylko liczbę poległych cudzoziemców na 1200. Obecnie szacunki określają straty cudzoziemskie na 700-800 poległych, a rosyjskie ok. 2000.

Fot. Hołd Szujskich w Warszawie

Zwycięstwo pod Kłuszynem otworzyło siłom polskim drogę na Moskwę. Żółkiewski po bitwie powrócił pod Carowo Zajmiszcze, gdzie wciąż beczynnie tkwił Wałujew, który nie mógł uwierzyć w klęskę sił moskiewskich i cudzoziemskich. Dopiero okazani jeńcy i sztandary uzmysłowiły mu klęskę. Wałujew i bojarzy z jego obozu uznali królewicza Władysława za cara, zachowując swe majątki i przywileje. Przeszli na stronę polską, a 27 lipca obalono cara Szujskiego. Tymczasową władzę objął Fiodor Mścisławski, który reprezentował stronnictwo propolskie - jeden z trzech nurtów politycznych obecnych wówczas w Moskwie (innymi było stronnictwo bojarów oraz zwolennicy Dymitra II Samozwańca). Hetman Żółkiewski skierował się pod Moskwę, gdzie 27 sierpnia prowadzone przez niego negocjacje zakończyły się podpisaniem porozumienia. 9 października 1610 r. na prośbę bojarów armia polska wkroczyła do Moskwy, pozostając na Kremlu do 1612 r. Zdobyto również Smoleńsk, który padł w czerwcu 1611 r., a rok po wjeździe do Moskwy – 29 października 1611 r. w Warszawie hołd Zygmuntowi III oddał wzięty do niewoli car Wasyl Szujski wraz z żoną i bratem Dymitrem oraz następcą tronu księciem Iwanem.

Daniel Sieczkowski

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas