0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedIsBad Historycznie: Sowietyzacja Wojska Polskiego po II wojnie światowej

Jeszcze przed formalnym zerwaniem stosunków dyplomatycznych polsko-sowieckich, co nastąpiło w kwietniu 1943 r. na tle odnalezienia przez Niemców grobów polskich oficerów w Katyniu, pomordowanych wiosną 1940 r. przez NKWD, Stalin postanowił przyspieszyć rozgrywkę, w której stawką była niepodległość Polski i jej powojenny ustrój. Wykorzystał w tym celu komunistów polskich przebywających w Sowietach. W lutym 1943 r. powstał w Moskwie Komitet Organizacyjny Związku Patriotów Polskich. Inicjatorami ZPP byli m.in. Wanda Wasilewska, Alfred Lampe, Roman Zambrowski, Aleksander Zawadzki i płk Zygmunt Berling – dezerter z armii gen. Władysława Andersa.

Fot. Płk Zygmunt Berling, późniejszy generał z nominacji Stalina

ZPP tworzyli komuniści, którzy maskując swe prawdziwe cele polityczne, używali frazeologii niezwiązanej w żaden sposób z bolszewizmem. Stąd nazwa „Związek Patriotów Polskich” i tytuł jego organu prasowego - „Wolna Polska”. Podobnie rzecz wyglądała w odniesieniu do Polskiej Partii Robotniczej – innej agentury Kremla, powstającej od początku 1942 r. w okupowanej Polsce w oparciu o działaczy przerzuconych ze Wschodu drogą lotniczą. Przymiotnik „robotnicza” zamiast „komunistyczna” był wybrany po to, „by wrogowie nie mogli operować straszakiem komunizmu”, jak wspominał Jakub Berman, po wojnie jeden z głównej trójki (obok Bieruta i Minca) wprowadzającej pełną sowietyzację społeczeństwa. W marcu 1943 r. w środowisku polskich komunistów ZSRS pojawiło się hasło tworzenia własnych jednostek wojskowych. Po zerwaniu w kwietniu 1943 r. stosunków dyplomatycznych z rządem RP w Londynie, Stalin mógł przystąpić do pierwszego etapu narzucania Polsce ustroju komunistycznego przy pomocy swych agentów w postaci polskich komunistów przebywających w ZSRS i okupowanej Polsce.

„Ludowe” Wojsko Polskie i początki sowietyzacji

ZPP wystąpił do Stalina z prośbą o zgodę na tworzenie jednostki wojskowej, który nie mógł wszak odmówić tego swoim agentom. Oficjalna zgoda została wyrażona 8 maja 1943 r. Nową jednostkę, która przyjęła nazwę 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, zaczęto formować w Sielcach nad rzeką Oką. Do dywizji napływali ci, którzy nie zdążyli z różnych względów do armii Andersa. Pod koniec lipca w Sielcach było już ok. 16 tys. ludzi.

Fot. Żołnierze "ludowego" Wojska Polskiego

Polaków próbujących się wyrwać z „nieludzkiej ziemi” było tylu, że już w sierpniu powstał 1 Korpus Polskich Sił Zbrojnych, który w końcu 1943 r. liczył ponad 32 tys. żołnierzy. Mimo, że to wojsko było formowane przez komunistów, Stalin, zgodnie ze swym charakterystycznym podejściem, nie wierzył, że to wojsko automatycznie stanie się podporą rządów komunistycznych w „nowej” Polsce. Wynikało to prawdopodobnie z tego, iż większość składu osobowego armii polskiej w ZSRS składała się z ludzi, którzy mieli okazję doświadczyć sowieckiego „socjalistycznego dobrobytu” i doskonale wiedzieli czym jest komunizm. Polską armię należało kontrolować na każdy dostępny sposób. Można powiedzieć, że sowietyzacja polskiej armii zaczęła się już wtedy, kiedy pierwsi oficerowie Armii Czerwonej zaczęli być kierowani na kluczowe stanowiska w 1 Dywizji Piechoty. Proces ten narastał wraz ze wzrostem etatowym armii. Na koniec lipca 1943 r. było ich już 607, zaś na początku maja 1945 r. stan ich sięgnął blisko 16 tysięcy. Niezwykle istotnym krokiem w stronę pełnej kontroli polskich sił zbrojnych w ZSRS było utworzenie Informacji Wojskowej – organu kontrwywiadu wzorowanego na „Smierszu”, kontrwywiadzie Armii Czerwonej oraz NKWD i NKGB. Najkrócej rzecz ujmując była to polityczna policja wojskowa, stojąca na straży czystości klasowej i ideologicznej oficerów i żołnierzy. Pierwszy oddział Informacji powstał już 14 maja 1943 r., zaraz na początku tworzenia 1 Dywizji. Jednostki Informacji były rozbudowywane wraz ze wzrostem liczebnym armii i były tworzone przy poszczególnych związkach taktycznych. Na czele informacji w latach 1943-1945 stał oficer sowiecki płk Piotr Kożuszko.

Fot. Płk Piotr Kożuszko

Informacja Wojskowa była organem szczególnym. Nie wchodziła w skład żadnych sztabowych struktur dowódczych i była samodzielna pod względem operacyjnym. Formalnie była podległa Naczelnemu Dowództwu Wojska Polskiego. We wrześniu 1944 r. powstała centrala – Zarząd Informacji Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, później zmieniono nazwę na Główny Zarząd Informacji. GZI dzielił się na poszczególne komórki o określonych zadaniach – np. wydział I miał prowadzić pracę kontrwywiadowczą w Sztabie Generalnym WP, wydział II zajmował się kontrwywiadem w pozostałych strukturach wojska, wydział III był wydziałem kontrolno-instruktorskim, wydział IV prowadził śledztwa, wydział V zaś zajmował się inwigilacją. Pozostałe komórki odpowiadały za pracę administracyjną i pomocniczą, np. sekcja ewidencji operacyjnej czy sekcja szyfrów. O ile w „ludowym” Wojsku Polskim był duży odsetek oficerów sowieckich, o tyle w Informacji Wojskowej w latach 1943-1944 liczba ich sięgnęła 100%. Pierwsza grupa Polaków pojawiła się dopiero w połowie 1944 r., jednakże objęli oni niższe stanowiska tłumaczy i protokolantów. Płk Kożuszko ściśle współpracował z gen. płk. Iwanem Sierowem, zastępcą ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRS, któremu udało się pod koniec marca 1945 r. pojmać 16 przywódców Polski Podziemnej i wywieźć ich do Moskwy. Kożuszko składał meldunki właśnie jemu i od niego otrzymywał polecenia, a nie od dowódcy Wojska Polskiego, którego tylko informował o podejmowanych działaniach, nie prosząc w ogóle o zgodę na takie czy inne przedsięwzięcie. Oficjalnym zadaniem Informacji była walka z wywiadem niemieckim i uniemożliwianie mu przenikania do szeregów Wojska Polskiego. W rzeczywistości inwigilacji poddano poszczególne grupy ludności, z których pochodzili żołnierze polskiej armii tworzonej w ZSRS. Informacja miała za zadanie rozpoznawać nastroje m.in. wśród Polaków wysiedlonych w latach 1940-1941, Polaków wypuszczonych z łagrów i więzień po podpisaniu w lipcu 1941 r. układu Sikorski-Majski oraz Polaków, a także Rosjan przeniesionych do polskiego wojska z Armii Czerwonej. Już na tym etapie starano się wyłowić osoby wrogo ustosunkowane do ZSRS, wyszukać i zneutralizować członków aparatu urzędniczego II RP, którzy mogli znajdować się pośród żołnierzy „ludowego” Wojska Polskiego. Chodziło głównie o oficerów przedwojennego wywiadu, policjantów, leśników, działaczy politycznych – słowem wszystkich tych, którzy jakimś cudem uniknęli śmierci w Katyniu i innych miejscach kaźni – więzieniach, łagrach itp. W ten sposób tworzono tzw. bazę operacyjną czyli wszystkich, którzy byli potencjalnymi wrogami komunizmu i ZSRS. Pojęcie „bazy operacyjnej” na stałe wejdzie do słownika Informacji Wojskowej, która w latach powojennych będzie stale rozbudowywana. Kolejny etap sowietyzacji polskiej armii zaczął się w okresie „Polski Lubelskiej”, a więc już po ogłoszeniu „Manifestu PKWN”. Tzw. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego był ciałem złożonym z komunistów i kryptokomunistów, powołanym do życia na Kremlu, na którym opracowano również jego „Manifest”. Był to zalążek przyszłego komunistycznego rządu polskiego, który był niczym więcej jak uzurpatorem legalnej władzy, skupionej w rządzie RP w Londynie. PKWN ogłosił mobilizację (do czego nie miał w ogóle prawa) na zachód od Bugu. Wcielano siłą ludzi, w tym także członków Armii Krajowej. Informacja stanęła przed zadaniem poszukiwania „akowskiego wroga” w szeregach „ludowego” Wojska Polskiego. Działania te były ściśle sprzęgnięte z rozwojem sytuacji politycznej w Polsce. W październiku 1944 r. miał miejsce zwrot w polityce wewnętrznej PPR, związany z wizytą przedstawicieli delegacji komunistów z kraju Moskwie na przełomie września i października 1944 r. Stalin ostro zrugał swych agentów za zbyt miękkie podejście do przeciwników, wytykając im dopuszczanie do dezercji całych pułków (np. 31 pp), czemu winni mieli być dawni akowcy, prowadzący teraz wrogą robotę. Należy przypomnieć w tym miejscu, że dotychczas działalność PPR i KRN – Krajowej Rady Narodowej (pseudoparlamentu podziemnego, powołanego przez komunistów i mającego być przeciwwagą dla legalnej Rady Jedności Narodowej) polegała na propagandowym przedstawieniu komunistów jako siły polskiej, patriotycznej, dążącej do porozumienia z innymi opcjami politycznymi. Tzw. zwrot październikowy zaowocował m.in. represjami w wojsku, wymierzonymi w akowców wcielonych do „ludowego” WP. Obrady Biura Politycznego KC PPR wielokrotnie poruszały kwestię wojska. 29 października 1944 r. Władysław Gomułka na posiedzeniu BP mówił, że „Myśmy sprawę wojska znacznie zaniedbali. Sytuacja, jaka zaistniała w wojsku, alarmuje całe kierownictwo partyjne. Akowcy, na których w niedawnej przeszłości zdecydowani byliśmy oprzeć częściowo WP, okazali się w przeważającej masie elementem wrogim, który bezwzględnie trzeba usunąć.[...]. Jeżeli nie zabezpieczymy się przed tym, to może zaistnieć sytuacja, iż wojsko przez nas budowane stanie się narzędziem w rękach reakcji.[...]. Wojsko jest podstawową siłą aparatu państwowego. Musimy mieć to wojsko w ręku, inaczej ujmie je ktoś inny i obróci przeciwko nam […]. Sprawa wojska jest dla nas przede wszystkim zagadnieniem politycznym i dlatego Partia musi nie tylko ingerować w sprawy wojskowe, ale kierować wojskiem”. Jakub Berman wspominając o korpusie oficerskim nadmieniał, iż „Praktyka dowiodła, że stary korpus oficerski jest wrogi i na nim budować nie można”. Berman nieco wcześniej poruszył także kwestię oficerów z Armii Czerwonej w WP, mówiąc, że „[...] Oficerów sowieckich nie możemy się wyrzec. Stanowczo przeciwstawić się tworzeniu jakichś specjalnych dywizji polskich, które mają być gwardią pretoriańską przyszłych zamachów stanu […] Skończyć z teoriami fachowców – wrogów naszych”. Przytoczone słowa wyraźnie świadczą o tym, że komuniści bali się swej własnej armii, a w szczególności oficerów przedwojennych bądź wywodzących się z AK.

Fot. Jakub Berman

Pierwsza „czystka” miała miejsce w początkach listopada 1944 r. Aresztowano ponad 400 oficerów wywodzących się z organizacji konspiracyjnych, którzy znaleźli się w szeregach „ludowego” WP. Po powstaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w czerwcu 1945 r. i po uznaniu go m.in. przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię komuniści złagodzili ton, znów przyjmując do wojska „sanacyjnych” oficerów. W tym zabiegu propagandowym chodziło o potrzebę legitymizacji władzy komunistów, jako siły otwartej na dialog ze wszystkimi, nawet „sanacją”. Była to zagrywka skierowana na zewnątrz, do szerokiej publiczności, zarówno krajowej, jak i międzynarodowej. Po cichu jednakże nie zaprzestano zastanawiać się w jaki sposób podporządkować sobie armię tak, aby stanowiła pewną i trwałą podporę systemu włądzy komunistycznej. Pewne pojęcie o tych zabiegach daje dokument z 18 sierpnia 1945 r. pod tytułem „Wytyczne dla tworzenia kadr oficerskich Wojska Polskiego”. Czytamy w nim, że „[...] Utworzenie i wychowanie […] korpusu [oficerskiego] potrzebuje dłuższego czasu. W tym okresie Wojsko Polskie musi wykonać swoje wielkie zadania pod przewodnictwem przejściowego składu kadry oficerskiej, zestawionej możliwie najstaranniej z dość różnych elementów, które są obecnie w dyspozycji”. Negatywnie wyrażano się o wyższej kadrze, jako mało podatnej na indoktrynację marksizmem-leninizmem. Wojsko, choć używane do akcji represyjnych wobec społeczeństwa i podziemia niepodległościowego, wciąż było elementem niepewnym w oczach komunistów. Jednakże sowietyzacja armii musiała chwilowo być przestawiona na dalszy plan. Dopiero sfałszowane przez komunistów referendum czerwca 1946 r., a następnie wybory ze stycznia 1947 r., które pozwoliły na umocnienie się pozycji PPR oraz złamanie głównych sił podziemia niepodległościowego poprzez amnestię w 1947 r. oznaczały przejście do kolejnego etapu sowietyzacji społeczeństwa polskiego, w tym armii.

Poszukiwanie wroga we własnych szeregach

W momencie osiągnięcia pełni władzy przez PPR, komuniści mogli wreszcie odrzucić maskę patriotyzmu i pokazać swe prawdziwe cele. Jednym z nich była pełna sowietyzacja społeczeństwa polskiego. Wyeliminowanie podziemia niepodległościowego, kary śmierci wymierzane patriotom w farsie procesów politycznych, represje wobec wsi i szereg innych działań miały złamać ducha polskiego oporu wobec obcej władzy. Był to warunek sine qua non, gwarantujący spokój w budowie „nowego socjalistycznego człowieka”. Sowietyzacja objawiała się w wielu aspektach. Były to m.in. zarówno pompatyczne masowe uroczystości, wielce charakterystyczne dla systemów totalitarnych, zmasowana prymitywna propaganda, która miała wyrobić w obywatelach czujność i nienawiść wobec „wroga klasowego” oraz umiłowanie ZSRS i Stalina, narzucenie marksistowsko-leninowskiej interpretacji dziejów oraz socrealizm w sztuce. Od 1949 r. rozpoczęto tworzenie Państwowych Gospodarstw Rolnych, co wielu traktowało jako wstęp do kolektywizacji. Na płaszczyźnie polityki wewnętrznej sowietyzacja objawiła się także połączeniem PPR i PPS, a w zasadzie wchłonięciem tej ostatniej przez tą pierwszą, co dokonało się podczas zjazdu zjednoczeniowego w grudniu 1948 r. w Warszawie. Zjazd poprzedzony był czystką w szeregach obu partii, a szczególnie wyraźnie nastąpiła ona w szeregach PPS, z której usunięto działaczy sprzeciwiających się połączeniu z PPR. Nie obyło się bez procesów politycznych, podczas których np. skazano na 10 lat Kazimierza Pużaka, sądzonego wcześniej w „procesie szesnastu” w Moskwie (zmarł w więzieniu). Walka wewnętrzna nie ominęła też szeregów PPR. Ze stanowiska sekretarza generalnego usunięto Władysława Gomułkę, co związane było z rozgrywkami w partii na tle metod i sposobów zbudowania socjalizmu w Polsce i dwiema głównymi frakcjami – Gomułki i Bieruta.

Fot. Władysław Gomułka

Szykowano wielki proces polityczny, na wzór tych na Węgrzech i w Bułgarii. Pod koniec sierpnia 1948 r. Bierut wygłosił referat o „odchyleniu prawicowo-nacjonalistycznym”, o które oskarżył grupę Gomułki. Motyw „odchylenia” będzie w kolejnych latach wykorzystywany do rozprawienia się z przeciwnikami politycznymi w partii, a także w wojsku. Wielkie procesy polityczne w bloku wschodnim, w czasie których skazywano zasłużonych komunistów, wzorowane były na tych, które miały miejsce w latach 30-tych w ZSRS i były objawem głębokiej sowietyzacji całego bloku wschodniego. Nastał czas „zimnej wojny” i w zamyśle Stalina blok wschodni miał był ujednolicony pod każdym względem i trzymany żelazną ręką strachu.

Sowietyzacja polskiej armii

„Odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne” w oczach Bieruta i jego stronników dotknęło także armii. W uchwale BP KC PPR z października 1948 r. wspominano, że „[...] Prawicowe i nacjonalistyczne błędy ujawniały się również w polityce personalnej wojska. Niezadowalająca jest struktura klasowa korpusu oficerskiego. Błędna wiara w zasymilowanie oficerów i podoficerów szkoły piłsudczykowskiej między wojnami wynikła z fałszywego poglądu o zanikaniu w kraju walki klasowej […]. Wielokrotnie wysyłano zbyt pochopnie dobrych oficerów radzieckich i zastępowano [oficerami] przedwrześniowymi, politycznie niewypróbowanymi, a nawet […] nie raz wrogimi, stojącymi przeważnie na niższym poziomie fachowym”. Informacja Wojskowa działała nieprzerwanie. Tylko w 1946 r., a więc jeszcze na długo przed rzekomym „odchyleniem”, organy „wojskowej bezpieki” inwigilowały niemal 4 tys. oficerów, przede wszystkim tych przedwrześniowych, tych zwolnionych z oflagów i tych wywodzących się z AK. Ponad 1300 oficerów usunięto z wojska, a ok. 500 aresztowano. Usuwano także oficerów przedwojennych, którzy pomogli komunistom w pierwszym okresie powojennym umacniać władzę – odszedł gen. bryg. Gustaw Paszkiewicz czy gen. bryg. Bruno Olbrycht. Wraz z nastaniem „odchylenia” działania operacyjne Informacji Wojskowej uległy nasileniu.

Fot. Bolesław Bierut

W maju 1949 r. powołano tzw. Ścisły Zespół Wojskowy, w skład którego weszli Bierut, Berman, Minc, minister obrony narodowej i 3 wiceministrów, szef Głównego Zarządu Politycznego (organ mający za zadanie indoktrynację ideologiczną szeregów armii) i szef Sztabu. Przy pomocy tego organu komuniści chcieli ostatecznie rozprawić się ze „starą” kadrą i upolitycznić wojsko maksymalnie. Z tym ostatnim celem wiązało się wprowadzenie pod koniec 1948 r. szkolenia politycznego żołnierzy z marksizmu i leninizmu, oficjalnie ujawniono także struktury partyjne działające w wojsku. W listopadzie 1949 r. na III Plenum KC PZPR referat wygłosił szef Departamentu Personalnego MON płk Józef Turski. Przedstawił w nim nowe założenia polityki kadrowej armii. Koncepcję armii ogólnonarodowej uznano za wyraz „ślepoty politycznej umożliwiającej przenikanie na odpowiedzialne stanowiska wrogiej agentury działającej przeciwko ruchowi rewolucyjnemu i Polsce Ludowej”. Trzon nowej armii miał być określany poprzez klasowość, być robotniczo-chłopski. Zapowiedź represji w wojsku przejawiała się także w artykułach prasowych. W 1948 r. gen. dyw. Marian Spychalski opublikował artykuł, w którym pisał, że „niepotrzebne nam są w naszych szeregach zatęchłe sanacyjno-prusko-austriackie zapachy rozsiewane przez nosicieli starych manier, u których wysokie mniemanie o swych wyjątkowych wartościach z racji zajmowanego stanowiska łączy się z niechęcią do ideologii i dążeń mas ludowych, z obojętną formalno-sołdacką postawą wobec służby, z próbami rozbudowania tych obcych nam wpływów i swojej pozycji w wojsku”. Rok później w „Nowych Drogach” - gazecie PZPR, w której podawano aktualną wykładnię ideologiczną pewnych zjawisk i procesów – ukazał się inny tekst, brzmiący równie złowieszczo: „w obliczu nowych zbrodniczych planów i nowych form działania imperialistycznego wywiadu pierwszoplanowym naszym zadaniem jest wzmożenie czujności i równocześnie wypracowanie nowych, bardziej doskonałych metod walki, której celem jest pełne rozgromienie piątej kolumny wroga, wyłowienie jego rezerwy, zdemaskowanie głęboko zakonspirowanych prowokatorów”. Stąd był już tylko krok do poszukiwania w szeregach armii przeróżnych „spisków” będących przejawem działalności „agentów imperializmu”. Ówczesny szef GZI płk Kuhl w kwietniu 1949 r. na odprawie szefów poszczególnych komórek organizacyjnych przedstawił zadania dla Informacji Wojskowej na nadchodzący okres. Należało m.in. „więcej uwagi włożyć w ujawnianie wrogości wobec ZSRR, intensywniej eliminować i likwidować taki element i prowadzić wzmożoną pracę polityczną w zagrożonych jednostkach”, „wychowywać agenturę w nienawiści do imperialistów” oraz „wychowywać zwłaszcza samego pracownika operacyjnego”.

Fot. Płk Stefan Kuhl

Bacznie obserwowano lotnictwo i Marynarkę Wojenną, ze względu na możliwość łatwej ucieczki na Zachód przy pomocy samolotów wojskowych i okrętów, dlatego Informacja miała „doprowadzić do końca oczyszczenie jednostek lotniczych i pływających od elementów wrogich [...]”. Kuhl w lipcu 1949 r. wygłosił kolejny referat, w którym poruszył kwestię rzekomych spisków w Wojsku Polskim i nielegalnych organizacji w nim istniejących. Ocenił pod kątem politycznym poszczególne rodzaje sił zbrojnych. Według niego np. „Marynarka Wojenna bije wszystkie rekordy – nie nasze wojsko , bez koncepcji, kosztowny płatny wróg”. Takie podejście spowodowane było faktem, iż w „ludowej” Marynarce Wojennej, ze względu na szczególny charater tego rodzaju sił zbrojnych, służyło dużo oficerów przedwojennych, specjalistów w swym fachu, którzy nie poddawali się narzucanej sowietyzacji. Ze strony Kuhla padły również podejrzenia pod adresem różnych generałów (m.in. gen. dyw. Stefana Mossora, gen. bryg. Stanisława Tatara czy gen. bryg. Józefa Kuropieski) o działalność konspiracyjną w wojsku i tworzenie „organizacji antypaństwowych”. III Plenum KC PZPR było jednym z kamieni milowych na drodze do wielkiej czystki, którą planowano przeprowadzić w następnych miesiącach. Ze składu KC usunięto m.in. Gomułkę i Spychalskiego, rozpoczynając przygotowania do procesu politycznego na wielką skalę. W marcu 1950 r. w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego powstał specjalny pion – X Departament (wykształcony z Grupy Specjalnej, a następnie z Biura Specjalnego), mający za zadanie inwigilowanie członków PZPR i zbieranie na nich materiałów obciążających.

Fot. Konstanty Rokossowski

Rok 1949 w procesie sowietyzacji polskiej armii zaznaczył się w sposób wręcz symboliczny – w listopadzie sowiecki oficer Konstanty Rokossowski został mianowany marszałkiem Polski. Jednocześnie następował rozrost liczebny armii i wielki powrót oficerów sowieckich na kluczowe stanowiska. Rokossowski, oprócz funkcji marszałka, sprawował także urząd ministra obrony narodowej, zaś dziesiątki innych generałów z Armii Czerwonej objęło dowództwa poszczególnych sił zbrojnych (np. dowódcą Marynarki Wojennej został w 1950 r. kadm. Wiktor Czerokow), okręgów wojskowych. Przyjmowano bezkrytycznie i bezrefleksyjnie sowiecką myśl wojskową. W przemyśle zbrojeniowym również zaroiło się od sowieckich „doradców”, wszak przemysł miał również pracować pod dyktando Moskwy i jej planów. Informację Wojskową przejął płk Dymitr Wozniesienski, Sowiet. Te działania miały ostatecznie złamać kręgosłup polskiej armii i uczynić z niej polskojęzyczny korpus Armii Czerwonej.

Proces TUN w Wojsku Polskim

Proces, którego kryptonim powstał od pierwszych liter głównych oskarżonych (gen. Stanisława Tatara i jego współpracowników: płk. Stanisława Nowickiego i ppłk. Mariana Utnika) był wynikiem wielkiej i misternej intrygi, uknutej na samych szczytach komunistycznej władzy i z inspiracji Stalina. Cały scenariusz procesu wzorowany był na analogicznych procesach stalinowskich z lat 30-tych. Gen. Tatar był wysoko postawionym oficerem w KG AK, od 1944 r. przebywał w Londynie, pełniąc funkcję zastępcy szefa Sztabu Naczelnego Wodza do Spraw Krajowych i zmieniając na tym stanowisku ppłk. Utnika. Płk Nowicki był szefem sekretariatu gen. Tatara. Ta trójka oficerów po wojnie powróciła do kraju, przekazując komunistom zasoby materialne (pieniądze i cenne kruszce) zgromadzone w fundacji „Drawa”. Fundacja powstała wiosną 1945 r. i dysponowała środkami Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu NW w Londynie. Łącznie przekazano m.in. ponad 3 mln dolarów w banknotach oraz w złocie. Mimo odznaczenia gen. Tatara, płk. Nowickiego i ppłk. Utnika wysokimi odznaczeniami państwowymi przez Bieruta, poddano ich inwigilacji służb cywilnych (Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego), jak i wojskowych (Główny Zarząd Informacji).

Fot. Gen. Stanisław Tatar

Z czasem okazało się, iż będą oni użyteczni jako pretekst do zniszczenia przedwojennej kadry oficerskiej w wojsku polskim. Komuniści opracowali koncepcję „konia trojańskiego”, który pod pozorem zaakceptowania powojennych zmian w Polsce chce przeniknąć do sił zbrojnych, aby w momencie wybuchu wojny pomiędzy blokiem wschodnim i zachodnim przeciągnąć polskie wojsko na stronę „imperialistów”. Owym „koniem trojańskim” mieli być wyżsi oficerowie przedwojenni, piastujący różne stanowiska w armii. Stalinowska machina śmierci zaczynała się rozkręcać na dobre. W początkach listopada 1949 r. gen. Tatara i jegó współpracowników aresztowano. Śledztwo trwało niemal dwa lata. Było niezwykle brutalne, połączone z torturami, dzięki którym uzyskiwano zeznania obciążające kolejnych niewinnych ludzi. W śledztwie również przejawiała się sowietyzacja, gdyż zgodnie z tezami zawartymi w książce Andrieja Wyszyńskiego „Teoria dowodów sądowych w prawie radzieckim”, głównego oskarżyciela w procesach politycznych w ZSRS, przyznanie się do winy było dowodem koronnym „zbrodni”. Ten tok myślenia został automatycznie przeniesiony do praktyki organów śledczych Polski w okresie stalinowskim. Proces TUN został wykorzystany przez komunistów do rozprawienia się ze starą „sanacyjną” kadrą oficerską w wojsku, która wciąż jeszcze istniała. Rzekomy spisek miał objąć 200-300 oficerów. Kolejni aresztowani mieli przyznawać się do montowania nielegalnych organizacji w całym wojsku i udziału w ich działalności. Podawali nawet rzekome kryptonimy takich ośrodków – w MW miała to być organizacja „Alarm”, w wojskach lotniczych „Step”, zaś w siłach lądowych - „Knieja”. Śledczy liczyli także na zeznania obciążające Gomułkę, Spychalskiego i pozostałych ludzi z ich frakcji, aby wykazać ich winę w niedopilnowaniu armii, do której przeniknęli „sługusi imperializmu”. Zeznania były coraz bardziej fantastyczne – jeden z oskarżonych, gen. Kirchmayer, stwierdził podczas przesłuchań, że organizacja spiskowa liczyła 500 komórek i 2000 członków. Akt oskarżenia przygotowali przedstawiciele partii, Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i prokuratury wojskowej.

Fot. Ława oskarżonych podczas procesu TUN; gen. Tatar pierwszy z lewej

31 lipca 1951 r. rozpoczął się publiczny proces. Na ławie oskarżonych zasiedli, oprócz Tatara, Utnika i Nowickiego, gen. Herman, gen. Kirchmayer, gen. Mossor i kmdr ppor. Wacek i mjr Roman. Wyrok ogłoszono 13 sierpnia. Nie zapadł żaden wyrok śmierci, aby władza mogła pokazać swą „wspaniałomyślność”. Tatar, Kirchmayer, Mossor i Herman dostali dożywocie, pozostali zaś wyroki od 12 do 15 lat więzienia. Znacznie bardziej krwawe były tzw. procesy odpryskowe, zarówno grupowe, jak i pojedyncze. Pod koniec kwietnia 1952 r. toczył się proces tzw. nowego kierownictwa konspiracji wojskowej, w maju proces tzw. grupy kierownictwa konspiracji Wojsk Lotniczych, a w lipcu proces tzw. grupy kierownictwa konspiracji Marynarki Wojennej (na karę śmierci skazano m.in. komandorów Mieszkowskiego, Przybyszewskiego i Staniewicza, na których wyroki wykonano na Mokotowie w grudniu 1952 r.) . Jak widać w tych procesach zapadały wyroki śmierci, z których część wykonano. Na 40 orzeczonych kar śmierci w tych procesach wykonano 20. Represje trwały nadal, sądzeni byli kolejni oficerowie. Procesowi TUN towarzyszyła kampania propagandowa, wymierzona w oskarżonych i mająca zohydzić ich w oczach społeczeństwa. Tytuły codziennych gazet mówiły same za siebie i wskazywały odbiorcom „właściwą” postawę wobec sądzonych. Oto kilka z nich: „Winni spisku przeciw narodowi i władzy ludowej oficerowie sanacyjno-faszystowscy – agenci imperializmu stanęli przed Sądem Wojskowym w Warszawie” (Życie Warszawy, 1 sierpnia 1951 r.), „Moralne bagno zbrodniczego spisku szpiegów. Chcieli sprzedać własny naród” (Życie Warszawy, 4 siepnia 1951 r.), „Zbrodnicza szajka zdrajców i szpiegów narzędziem wojennych planów imperialistów” (Trybuna Ludu, 2 siepnia 1951 r.). Represje sięgnęły też do niedawnych najwyższych dostojników państwowych i partyjnych, którzy pomagali budować zbrodniczy system – w maju 1951 r. aresztowano Spychalskiego, na początku sierpnia tego roku – Gomułkę. W areszcie Informacji Wojskowej znalazł się też poprzednik Rokossowskiego na stanowisku ministra obrony narodowej - Rola-Żymierski. Kres represjom położyła dopiero śmierć Stalina w marcu 1953 r. i następująca po niej „odwilż”. Sprawcy krwawych represji i sowietyzacji polskiej armii nie ponieśli odpowiedzialności. W grudniu 1956 r. powstała co prawda tzw. komisja Mazura, mająca zbadać odpowiedzialność władz państwowych za „nadużycia”, jednak komuniści szybko odłożyli ten temat do lamusa. Gomułka powrócił do władzy na fali wydarzeń październikowych w 1956 r. w glorii prześladowanego. Przemilczał wszakże swój udział w tworzeniu tego brutalnego systemu, który dosięgnął i jego, choć oczywiście uchodził za szczęściarza, gdyż Bierut z Bermanem nie zdążyli mu zorganizować procesu pokazowego. Polska wchodziła w nowy etap, który miał trwać do grudnia 1970 r. i krwawych wydarzeń na Wybrzeżu, których sprawcą był Gomułka i jego ekipa. Sowietyzacja polskiej armii po procesach z początku lat 50-tych została zastopowana w znacznym stopniu. Śmierć Stalina i „odwilż” doprowadziły do tego, że armię na powrót „polonizowano”, odsyłając oficerów sowieckich z Rokossowskim na czele do Związku Sowieckiego, a Informacja Wojskowa przekształciła się w Wojskową Służbę Wewnętrzną. Tym niemniej nadzór sowiecki nad polskimi siłami zbrojnymi trwał nadal, choć nie był już tak oficjalny i bezpośredni jak wcześniej. Wojsko Polskie było drugą armią co wielkości w Układzie Warszawskim (powstałym w 1955 r.) i jako takie stanowiło stały przedmiot nieustającego zainteresowania Kremla. Sowietyzacja polskiej armii w latach 1949-1954 zamknęła się liczbą ok. 10 tysięcy zwolnionych oficerów z powodów politycznych. Na ich miejsce tworzono korpus oficerski złożony z ludzi „biernych, miernych ale wiernych”, zideologizowanych, z tzw. awansu społecznego. Głównym kryterium przy naborze do szkół oficerskich w okresie zmasowanej sowietyzacji było pochodzenie klasowe, a nie charakter danej osoby czy jej praktyczne umiejętności. Narzucenie modelu sowieckiego polskiej armii poczyniło w niej ogromne szkody, zarówno moralne, jak i praktyczne, kiedy pozbywano się doskonale wyszkolonych oficerów, których jedyną winą było niepodzielanie komunistycznej wizji zmian w wojsku.

Daniel Sieczkowski 

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas