0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedisBad Historycznie: Jan Borysewicz „Krysia” - obrońca polskich Kresów

Porucznik „Krysia” to jeden z wielu żołnierzy Polski Podziemnej, który walczył z dwoma okupantami. Zawodowy wojskowy, doskonały organizator i dowódca partyzancki, wierny ziemi kresowej aż po grób – jego los stanowi przykład polskiego sprzeciwu wobec bezprawnych i narzuconych nam decyzji konferencji teherańskiej i jałtańskiej. Komunizm usiłował wymazać pamięć o tych wszystkich dzielnych ludziach. Przypomnijmy zatem historię jednego z nich.

Dzieciństwo, szkoła, wojsko

Jan Borysewicz urodził się 12 września 1913 r. w Dworczanach, wiosce leżącej nieopodal Wasiliszek na Nowogródczyźnie, a więc na terenach Kresów Połnocno-Wschodnich Rzeczpospolitej.

Fot. Por. Jan Borysewicz "Krysia"

Z pewnością już sam ten fakt miał wpływ na kształtowanie charakteru bohatera. Ziemie te to ojczyzna wielu zasłużonych dla Polski, jej historii i kultury – wystarczy wspomnieć Tadeusza Rejtana, Tadeusza Kościuszkę, Tomasza Zana, Adama Mickiewicza czy Józefa Piłsudskiego. Tam też wielokrotnie Polacy dawali wyraz swemu przywiązaniu do niej. W czasie powstania styczniowego działał tu oddział Ludwika Narbutta, w 1918 r. powstały oddziały polskiej Samoobrony Ziemi Lidzkiej i Szczuczyńskiej, które w okresie walk z bolszewikami dołączyły do oddziału braci Dąmbrowskich. W 1920 r. ziemie te znalazły się w granicach odrodzonej Rzeczpospolitej. Rodzice Jana byli rolnikami, posiadali 20-hektarowe gospodarstwo. On sam, wykazując zdolności i talent do nauki, po ukończeniu szkoły powszechnej został przyjęty do Państwowego Seminarium Nauczycielskiego w Szczuczynie. Szkoła ta, kształcąca kadry nauczycielskie, była jedną z lepszych w ówczesnej Polsce – w 1931 r. wizytował ją prezydent RP Ignacy Mościcki. Umiejętności pedagogiczne nabyte w tej placówce przydadzą się Janowi później w trakcie działań partyzanckich, podczas których starał się być jednocześnie dowódcą i nauczycielem dla swych podwładnych. Potrafił przekazywać wiedzę i kształtować postawę swych żołnierzy, tworząc z nich dobre, karne wojsko. W szkole działał aktywnie w harcerstwie, w 1 Drużynie Harcerskiej im. Tadeusza Kościuszki, udzielał się także w zarządzie Bratniej Pomocy Uczniowskiej. Ostatecznie jednak nie został nauczycielem, wybierając karierę żołnierza zawodowego. Po ukończeniu w 1935 r. Seminarium Nauczycielskiego odbył służbę wojskową.

Fot. Szkoła Podchorążych Piechoty w Ostrowii Mazowieckiej - podchorążowie w strojach historycznych; Jan Borysewicz pierwszy z prawej, bez nakrycia głowy

W 1938 r. otrzymał stopień podporucznika, kończąc Szkołę Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. Pierwszą funkcją było stanowisko dowódcy plutonu w I batalionie 41 pp stacjonującego w Suwałkach.

Kampania wrześniowa

41 pp w trakcie wojny obronnej znalazł się w składzie 29 Dywizji Piechoty, która była częścią Armii „Prusy”. I batalion ppor. Jana Borysewicza uległ rozbiciu w rejonie Pilicy, pod Odrzywołem i Rudą Malaniecką. Grupy rozbitków dołączały do innych jednostek Wojska Polskiego, walcząc dalej. Ppor. Borysewicz nie trafił do niewoli i udało mu się dotrzeć w swe rodzinne strony, okupowane już przez Sowiety i doświadczane już boleśnie przez działalność różnych „czerwonych milicji”, złożonych głównie z Żydów, Białorusinów i Ukraińców. Fala sowieckich aresztowań, które trwały od samego początku dotknęły polskie warstwy przywódcze, a więc ziemian, kupców, inteligencję, leśników, osadników wojskowych i wszystkich, którzy mieli jakikolwiek związek z polskim państwem. Represje nie ominęły także wsi, gdzie rozpoczęto likwidację „kułaków” czyli zamożniejszych chłopów. Skala terroru sowieckiego uzmysłowiła ppor. Borysewiczowi, że jedyną możliwością kontynuowania walki i niepodległość jest przedostanie się na Zachód i wstąpienie od odtwarzanej we Francji polskiej armii. Poprzez Litwę, która z łaski Stalina otrzymała Wileńszczyznę wraz z samym Wilnem, prowadził jeden ze szlaków przerzutowych do Francji dla „turystów Sikorskiego”, czyli polskich żołnierzy, którzy tym mianem zostali określeni przez Goebbelsa. Jeszcze w 1939 r. ppor. Borysewicz dotarł do Wilna. Do dziś nie wiadomo dlaczego nie udało mu się przedostać dalej na Zachód. Prawdopodobnie nawiązał kontakt z polską konspiracją, prężnie się rozwijającą, gdyż litewska policja – w odróżnieniu od NKWD – nie radziła sobie w ogóle z polskim podziemiem. Litwini, zaślepieni nienawiścią do Polski i Polaków, nie zauważyli niespodzianki, jaką szykował im Józef Stalin, który anektował Litwę w czerwcu 1940 r. Po aneksji Litwy ppor. Jan Borysewicz został aresztowany i trafił do Baranowicz, gdzie przeszedł ciężkie śledztwo. Nie przyznawał się do niczego, jak wspominają członkowie rodziny – za radą jednego z czekistów, który być może szedł za głosem sumienia i kierował się jakąś resztką człowieczeństwa. Ciężko określić co funkcjonariusza sowieckiej bezpieki skłoniło do takiego postępowania względem więźnia – polskiego oficera, który przecież już tylko poprzez sam ten fakt w oczach sowieckich zasługiwał na śmierć. W każdym razie ppor. Borysewicz do niczego się nie przyznawał i przeniesiono go do Brześcia nad Bugiem. Tam doczekał wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Udało mu się przeżyć „ewakuację” więzienia, czyli po prostu mordowanie więźniów przez NKWD, likwidujące świadków swych zbrodni. Takie wydarzenia miały miejsce podczas wycofywanie się Sowietów z Mińska czy z Berezwecza w woj. wileńskim. Nie inaczej było też podczas „ewakuacji” Brześcia nad Bugiem. Jan Borysewicz zdołał z kilkoma kolegami „urwać” się z takiego „marszu śmierci” i dotarł po raz kolejny w rodzinne strony.

Okupacja niemiecka

Okupacja sowiecka czyli powszechny terror i donosicielstwo, wszechobecność konfidentów i funkcjonariuszy NKWD spowodowały konieczność budowy od nowa struktur polskiej konspiracji. Okres „pierwszego Sowieta” przyniósł ogromne straty – masowe wywózki skutkowały tym, że brakowało ludzi do obsadzania stanowisk. Na terenach północno-wschodnich RP rozwinęła się jednak sieć komórek ZWZ, która z czasem wykształci się w Okręg Wileński ZWZ-AK i Okręg Nowogródzki ZWZ-AK. Tym niemniej początki polskiego podziemia były trudne. Pierwszy oficer wyznaczony na komendanta nowogródzkiego ZWZ - ppłk Adam Obtułowicz – poległ w walce z NKWD w marcu 1941 r. Jego następca, „Powała”, oficer rezerwy, w ogóle nie zdołał przejąć jego obowiązków i wyjechał z Nowogródczyzny. Warto zaznaczyć, że oprócz emisariuszy ZWZ przybywających na Nowogródczyznę, działały tam także mniejsze, lokalne organizacje niepodległościowe.

Fot. Okręg Nowogródzki Armii Krajowej

Związek Patriotów Polskich (nie mylić z komunistycznym Związkiem Patriotów Polskich, który powstał w 1943 r. w ZSRS i nie był z pewnością ani polski, ani patriotyczny), Organizacja Narodu Polskiego, Autonomiczny Sztab czy Polska Organizacja Wojskowa to tylko kilka z takich lokalnych inicjatyw. Podczas okupacji sowieckiej działały także oddziały partyzanckie, wobec których NKWD przeprowadziło operacje, rozbijając je. Kilku udało się przetrwać i dotrwać do wybuchu konfliktu niemiecko-sowieckiego. Jedną z nich w powiecie szczuczyńskim dowodził por. Jan Skorb „Puszczyk”, „Boryna”. W międzyczasie Okręg Nowogródzki dostał nowego komendanta, którym został kpt./ppłk Jan Szulc vel Janusz Szlaski „Borsuk”, „Prawdzic”. Początkowo Okręg Nowogródzki składał się z ośmiu obwodów, które po reorganizacji w 1943 r. zmieniono w 10 nowych jednostek, które otrzymały nazwę ośrodków. Były to struktury dywersyjne, dywersyjno-patyzanckie lub partyzanckie, w zależności od zadań. Ppor. Borysewicz po powrocie nawiązał kontakt z ludźmi tworzącymi konspirację i poprzez por. Jana Skorba „Puszczyka” wszedł w szeregi ZWZ i przybrał pseudonim „Krysia”. Zalegalizował się i otrzymał pracę w służbie leśnej jako leśniczy w nadleśnictwie Wasiliszki. Jednocześnie z pracą „legalną” i dającą swobodę przemieszczania się, co w pracy konspiratora jest nader ważne, dostał przydział do kompanii terenowej gminy Wasiliszki o kryptonimie „Pastwisko”. Trwał rozwój i rozbudowa sieci konspiracyjnej, szkolono ludzi zaprzysiężonych, gromadzono broń i amunicję, prowadzono akcję informacyjną i wywiad. Od połowy 1942 r. zaczęto w Nowogródzkiem organizować partyzantkę. Jednym z pierwszych oddziałów dowodził por. Skorb. Początkowo maskowano polski charakter oddziałów – posługiwano się rosyjskim, takie też były mundury i broń. Pozoracja miała chronić polską ludność przed niemieckimi represjami i zarazem dezorientować sowieckie oddziały partyzanckie, które polskie tereny, zagarnięte na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow i późniejszego sowiecko-niemieckiego „układu o granicach i przyjaźni” z 28 września 1939 r., traktowały jak terytorium ZSRS. Sowieckie zapędy doprowadziły później - od wiosny 1943 r. - do regularnej wojny partyzanckiej, toczonej w sposób bezlitosny. 24 kwietnia 1943 r. sowiecka brygada im. Żukowa spaliła część miasteczka Derewno w powiecie stołpeckim, a 8 maja brygada sowiecka im. Stalina spacyfikowała miasteczko Naliboki, mordując przy tym 129 Polaków. Udział w tej pacyfikacji wziął żydowski oddział Tewje Bielskiego. 3 maja 1943 r. bolszewicy zamordowali członków polskiej delegacji, która udała się na rozmowy polsko-sowieckie na teren pow. szczuczyńskiego. Takich przykładów można mnożyć. Szacuje się, że tylko na Nowogródczyźnie polsko-sowiecka wojna partyzancka przyniosła ok. 2 tys. polskich ofiar cywilnych. W notatce z 22 listopada 1943 r. skierowanej do Stalina przez Pantelejmona Ponomarienkę, szefa sowieckiego Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, czytamy że jednym z zadań sowieckich partyzantów jest: niszczyć polskie oddziały i grupy partyzanckie działające na Białorusi Zachodniej, napadające na sowieckich partyzantów. Wszystkie inne grupy, zajmujące pozycję wyczekującą dyskredytować, rozbrajać i rozpraszać, a kadrę dowódczą likwidować. Sowieci swymi działaniami obejmowali nie tylko jednostki partyzanckie AK, ale też i polską ludność. Usilnie dążono do depolonizacji tych terenów. W jaki sposób tego dokonywano? Odpowiedź znajdujemy w stenogramie z posiedzenia Biura KC Komunistycznej Partii Białorusi – KPB(b) z 24 lipca 1943 r. Podczas dyskusji padło stwierdzenie o tym, żeby nieprzychylnych Sowietom sołtysów wsi wieszać. Replika jest wielce charakterystyczna dla sowieckiej mentalności: My tak nie uważamy. Uważamy, że takie sposoby nie są po radziecku właściwe. Nie wieszamy ich. My ich palimy żywcem w ognisku, torturujemy, zakopujemy żywcem – tak robiliśmy nie raz. Takie postępowanie Sowietów wymuszało polską odpowiedź w postaci tworzenia kolejnych oddziałów partyzanckich, których zadaniem było chronić polską ludność. Rozkazy KG AK, będące wynikiem nacisków aliantów zachodnich na polski rząd, mówiły o okazywaniu pomocy Sowietom w walce ze wspólnym wrogiem. Zdaje się, że nie znając realiów nie uwzględniano niebezpieczeństwa infiltracji NKWD, które wykorzystywało każdą okazję do rozpoznania polskiego podziemia, stanowiącego poważną przeszkodę dla imperialnych planów Stalina. Ppor. Jan Borysewicz „Krysia” we wrześniu 1942 r. otrzymał zgodę ppłk „Borsuka” na sformowanie oddziału partyzanckiego. W pole wyszedł jednakże dopiero w czerwcu 1943 r.

Fot. Pantelejmon Ponomarienko

W Batalionie Nadniemeńskim

Oddział ppor. „Krysi” formował się na terenach na zachód i północny zachód od Lidy, na obszarze konspiracyjnej placówki nr 311.

Na jej terenie szkolono żołnierzy Kedywu i stąd wyruszano na akcje. Później ulokowano tam radiostację Okręgu. Grupa, z którą ppor. „Krysia” rozpoczął tworzenie oddziału liczyła 5, a później 16 osób. Oddział otrzymał nr 314 i dysponował uzbrojeniem, w skład którego wchodziły m.in. 2 rkm-y DP-28, 1 PPD, 1 PPSz, kilka SWT, karabiny i broń krótka. Oddział składał się z dowództwa (ppor. „Krysia” jako komendant, st.sierż. Władysław Krugły „Cichy” jako zastępca) i 3 drużyn: sierż. Władysława Janczewskiego „Lalusia”, kpr. Alberta Dubrownika „Natana” i kpr. Stanisława Burego „Burzyńskiego”. Oddział maskował się jako grupa sowiecka, choć ujawnienie polskich oddziałów partyzanckich pod biało-czerwonymi sztandarami i z orzełkami na czapkach nastąpiło już w maju 1943 r. Najprawdopodobniej ppor. Borysewiczowi chodziło o wprowadzenie w błąd grup komunistyczno-rabunkowych i Niemców. Początkowa działalność oddziału polegała na zdobywaniu broni, likwidowaniu grup bandyckich i konfidentów z mocy wyroków Wojskowego Sądu Specjalnego. Rozbrojono litewską samoobronę w Pielasie, wzmacniając tym samym siłę ognia oddziału. Rozproszono komunistyczne bandy rabunkowe koło Podziwy, Naczy i Sołtaniszek. W potyczce z jedną z takich grup w okolicach Pietrykan 17 sierpnia 1943 r. zabito zastępcę dowódcy sowieckiej grupy, dokonującej „bambioszki” (tak bolszewicy określali swe akcje „zaopatrzeniowe”, robione kosztem polskiej ludności). Celną serią położył go sam ppor. „Krysia”. Pojawiły się jednak i pierwsze straty – poległ wówczas st. sierż. Władysław Krugłowski „Cichy”. Dokonywano akcji na majątki pod niemieckim zarządem (Kasperowo), rozbrojono ochronę młyna pod Werenowem. Polska partyzantka latem 1943 r. przeżywała okres rozwoju. Na wyższych szczeblach dowódczych zapadła decyzja o tworzeniu zgrupowań w sile batalionu. We wschodniej części Puszczy Nalibockiej powstał Batalion Stołpecki, a na terenach obwodu Szczuczyn i Lida Batalion Zaniemeński. Jednostki działające do tej pory samodzielnie – OP 301 ppor. Tadeusza Brykczyńskiego „Kubusia” (następcy por. Jana Skorba „Puszczyka”), OP 312 sierż. pchor. Czesława Zajączkowskiego „Ragnera” i OP 314 ppor. „Krysi” stały się kolejno 1, 2 i 3 kompanią Batalionu, którego dowódcą został rtm. Józef Świda „Lech” - hubalczyk i pracownik wywiadu AK na Wschodzie. Pierwsza koncentracja Batalionu miała miejsce w lipcu 1943 r. Potem oddział „Krysi” wrócił na swe tereny. W początkach sierpnia Batalion Zaniemeński liczył ok. 300 żołnierzy. Poszczególne kompanie operowały samodzielnie, okresowo zbierając się na koncentrację celem wykonania jakiejś większej akcji.

Fot. Por. Jan Skorb "Boryna", "Puszczyk"

Jedną z nich miało być wyparcie sowieckiej partyzantki z Puszczy Lipiczańskiej, w której polskie dowództwo planowało założenie stałej bazy. W sierpniu 1943 r. pomiędzy Bielicą i Orlą zarządzono koncentrację Batalionu Zaniemeńskiego. Ppor. „Krysia” wraz z oddziałem ruszył z okolic Trokieli, zmierzając w stronę Myta, aby tam przekroczyć Dzitwę. W drodze, w nocy z 21/22 sierpnia, niedaleko majątku Sukurcze (własność rtm. Pileckiego), wpadli w zasadzkę urządzoną przez Niemców. Udało się oddziałowi „Krysi” wyjść z niej bez strat. Już następnego dnia walczono z niemiecką obławą w rejonie Myta, gdzie dowódca osłaniał ogniem z rkm-u odwrót swoich żołnierzy. Kreśląc sylwetkę dowódcy warto dodać, że po oderwaniu się od nieprzyjaciela, widząc ogromne zmęczenie swych podkomendnych ppor. Borysewicz stanął na pierwszej warcie podczas postoju. Takie postępowanie wyrabiało w żołnierzach niezwykłe przywiązanie do swego dowódcy, który tym pokazywał swą odpowiedzialność za całość oddziału. 29 sierpnia zlikwidowano konfidentów we wsi Motyle. W końcu sierpnia nastąpiła koncentracja Batalionu w okolicach Bielicy, jednakże do wypadu na Puszczę Lipiczańską nie doszło. Spowodowane to było niemiecką operacją przeciwpartyzancką. Doszło do utarczek patroli Batalionu z siłami niemieckimi. Aby uniknąć zniszczenia polskiej jednostki, 1 września rtm. „Lech” w zgodzie z rozkazem Komendanta Okręgu, zarządził odskok na północ. Batalion, podzielony na kilka kolumn, po drodze rozbrajał i likwidował niemieckie posterunki, np. w Szalewie. 8 września „Krysiacy” wraz z plutonem 1 kompanii i zwiadem konnym zlikwidowali ten posterunek, zabijając 2 żandarmów. 9 białoruskich policjantów zgłosiło natomiast chęć wstąpienia do AK. Wcielono ich do kompanii ppor. „Krysi”, a oddział wzbogacił się o nową broń (2 rkm-y, 3 SWT, 9 kb, 2 pistolety plus amunicja). 10 września Batalion znalazł się na terenie Wileńszczyzny, osiągając południowy skraj Puszczy Rudnickiej nad Solczą i podejmując dalszą działalność bojową. W dalszym ciągu dochodziło do starć z partyzantką bolszewicką. 11 września we wsi Posolcza ok. 60 osobowa grupa sowiecka zaatakowała polskie siły. Atak odparto, zadając straty – Rosjanie mieli 13 zabitych, stracili też broń, wśród której znajdował się moździerz (bez amunicji) i PTR (rusznica przeciwpancerna), którą przekazano do oddziału „Krysi”. Po stronie polskiej odnotowano 3 zabitych i 3 rannych. Oddziały polskie docierały niekiedy na odległość 20 km od Wilna, co powodowało popłoch wśród litewskiej administracji i policji. 16 września pod wsią Luborty siły Batalionu Zaniemeńskiego zmusiły do odwrotu ekspedycję żandarmerii i policji litewskiej. Po dotarciu informacji o zakończeniu przez Niemców operacji przeciwpartyzanckiej rtm. „Lech” nakazał powrót na tereny macierzyste. 18 września siły Batalionu przekroczyły linię kolejową Lida-Mołodeczno na wysokości Berdówki. Doszło tam do walki z niemiecką załogą bunkra, dozorującą na tym odcinku linię kolejową. Ppor. „Krysia” zgłosił się ze swą kompanią na ochotnika do związania walką załogi bunkra i umożliwienie przeskoku innym oddziałom Batalionu. Starcie przerodziło się w większą bitwę, gdyż w pobliżu czatował w zasadzce inny niemiecki oddział. Pojawiła się panika, którą zdołał opanować „Ragner”, który wysłał wsparcie w postaci plutonu Jerzego Bakłażca „Pazurkiewicza”, dzięki czemu strona polska nie poniosła strat w zabitych, było tylko kilku rannych. Przez Siahły i Filonowce Batalion dotarł do Dokudowa, skąd przepędził oddział bolszewicki z Brygady im. Kirowa. W rejonie Bielicy rozwiązano koncentrację, kompania ppor. Borysewicza powróciła na swe tereny w okolicach Naczy, Radunia i Bieniakoń.

Fot. Kpt./ppłk Janusz Szlaski "Prawdzic", komendant Okręgu Nowogródzkiego AK

Rajd okazał się sukcesem. Stworzono dobrą, bitną jednostkę partyzancką, która potrafiła celnie uderzać w nieprzyjaciela i zadawać mu straty. Zdobyto broń, oczyszczono teren z band komunistyczno-rabunkowych, chroniąc tym samym polską ludność. W meldunku Komendanta Okręgu znajdujemy informację o zlikwidowanych 22 żandarmach litewskich, 8 niemieckich i 40 bolszewikach. Czas po koncentracji dla oddziału „Krysi” oznaczał dalsze starcia z sowieckimi partyzantami, przede wszystkim z Brygadą im. Leninowskiego Komsomołu. 28 września bito się pod Zabłociem, 11 października koło Staj, 19 października zaś pod Naczą. Według sowieckich danych w pierwszych dziesięciu dniach października mieli oni 13 zabitych i 3 rannych w starciach z AK. Polskie siły likwidowały bezwzględnie także zwykłe bandy rabunkowe – do 23 października, według meldunku Komendanta Okręgu, zlikwidowały one ok. 30 rabusiów. Na koniec pierwszej dekady rtm. „Lech zarządził kolejną koncentrację Batalionu celem utworzenia bazy zimowej w Puszczy Nackiej. Chciano w ten sposób chronić tereny przychylne AK przed zemstą Niemców za działalność polskiej partyzantki. W drodze na koncentrację przygotowano zasadzkę na szosie Zabłoć-Raduń, w którą wpadł samochód z trzema niemieckimi urzędnikami i tłumaczką. 23 października pododdziały Batalionu znajdowały się w okolicach Dubicz. Tam zaatakowała je silna niemiecka obława (m.in. 2 bataliony żandarmerii). W walce brała udział 1 i 2 kompania. 3 kompania ppor. „Krysi” była w znacznym oddaleniu i nie brał udziału w walce, jednak kilku żołnierzy ppor. „Krysi” było oddelegowanych do pozostałych kompanii w charakterze przewodników, co pozwoliło pozostałym siłom Batalionu umknąć z niemieckiego okrążenia. Walki w rejonie Dubicz były ostatnimi stoczonymi przez Batalion Zaniemeński. Przełom lat 1943 i 1944 przyniósł rozrost sił i co za tym idzie – nowe rozwiązania organizacyjne.

II batalion 77 pp AK

Wzrost dorobku bojowego jednostek partyzanckich skutkował nadaniem im na mocy rozkazu KG AK numerów pułków WP (piechoty i kawalerii), które przed 1939 r. stacjonowały na obszarze ich działania. Batalion Zaniemeński (kompania „szczuczyńska” i kompania „Ragnera”) w grudniu 1943 r. stała się I batalionem 77 pp AK. Na początku 1944 r. wyodrębniono zeń komapanię „Ragnera”, która otrzymała miano IV batalionu 77 pp AK. III batalionem został oddział Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, który na Nowogródczyznę przybył z Warszawy w październiku 1943 r. (UBK były jednostkami związanymi z organizacją konspiracyjną Konfederacja Narodu). Kompania ppor. „Krysi” została w listopadzie 1943 r. wyłączona ze składu Batalionu Zaniemeńskiego, a sam „Krysia” uzyskał awans na porucznika. Od grudnia 1943 r. oddział por. „Krysi” występował jako II batalion 77 pp AK, a ściślej jako jego 4 kompania. Por. „Krysi” doszły nowe zadania, gdyż odpowiadał za całość pracy konspiracyjnej Ośrodka „Bór” czyli północnej części pow. lidzkiego (gminy Bieniakonie, Raduń, Werenów, częściowo Żyrmuny). Równolegle z tworzeniem partyzanckich batalionów sformowano konspiracyjny batalion „Irena” - rezerwowy w stosunku do działających już jednostek. Ośrodek „Bór” został zlikwidowany rozkazem Komendanta Okręgu w styczniu 1944 r., a całość sił przypadła do dyspozycji por. „Krysi”. II batalion rozrastał się – w listopadzie 1943 r. liczył ok 50-60 żołnierzy, zaś w połowie stycznia 1944 r. już 140. Podzielony był na 3 plutony, dowodzone przez sierż. Władysława Janczewskiego „Lalusia”, plut. pchor. NN „Żbika” i Józefa Fiedosiewicza „Jastrzębia”.

Fot. Grupa żołnierzy 4 kompanii II batalionu 77 pp AK

W składzie jednostki znaleźli się nawet Niemcy. Jeden z nich, podoficer Luftwaffe Alfred Freyes, był synem Niemca, właściciela elektrowni w Lidzie i miejscowej Polki, którzy w latach trzydziestych wyjecahli do Niemiec. Los wojenny rzucił Alfreda w rodzinne strony, gdzie spotkał kolegów z dzieciństwa i za ich namową zdezerterował i przyłączył się do AK. Fryes przyjął pseudonim „Bez”, a jego znajomość regulaminów niemieckich sił zbrojnych i zachowań była niezwykle cenną bronią w rękach partyzantów. Nieustannie prowadzono akcje bojowe. Na początku listopada 1943 r. zaatakowano i spalono koszary policji litewskiej w Koniawie w pow. trockim. Rozbito także Ortskomendanturę w Koleśnikach. W akcji wziął udział Alfred Fryes „Bez”, którego grupa prowadziła natarcie na umocnioną bunkrami placówkę. Nie poniesiono strat, zdobywając 1 rkm, 1 pm, 8 kb, 6 pistoletów, amunicję oraz granaty. Stale likwidowano bandy komunistyczno-rabunkowe, które były prawdziwą zmorą i plagą ludności cywilnej. 9 listopada ostrzelano bolszewików w Dubiczach, 14 listopada rozbito ich koło Pielasy. Walczono z żandarmerią niemiecką. 7 grudnia 2 pluton 4 kompanii II batalionu 77 pp AK pod dowództwem „Jastrzębia” we wsi Bolsie (gm. Ejszyszki) rozbił grupę żandarmów i policjantów. Obyło się bez strat po obu stronach – zaskoczeni Niemcy podnieśli ręce do góry i po odebraniu broni i rozmundurowaniu zostali puszczeni wolno. Nowy rok 1944 przyniósł kolejne akcje, z których kilka było iście spektakularnych. Już 2 stycznia 4 kompania II batalionu stoczyła na skraju Puszczy Nackiej walkę z grupą sowieckich spadochroniarzy, liczącą ok. 45 osób. Por. „Krysia” walczył na pierwszej linii, ubijając celnymi strzałami jednego z sowietów. Wziął także udział w pościgu za skoczkami bolszewickimi i zdołał jeszcze uratować podkomendnego, pod którym załamał się lód. Uzbrojenie polskiego oddziału wzbogaciło się znacznie, gdyż jeden z pojmanych sowietów wskazał miejsce magazynu minerskiego. 10 stycznia odbito aresztowanych członków konspiracji z Wasiliszek. Urządzono zasadzkę pod Wawiórką, w którą wpadł niemiecki konwój z więźniami. Zabito 4 żandarmów niemieckich i 13 ukraińskich. Zdobyto broń, ale i poniesiono straty w zabitych – poległo 3 polskich partyzantów. W tym samym miesiącu przprowadzono akcję, która rozsławiła żołnierzy por. „Krysi” w całym okupowanym kraju. Było to rozbicie więzienia w Lidzie, które było zapełnione aresztowanymi członkami polskiego podziemia niepodległościowego. Komenda Okręgu przymierzała się do jego rozbicia już na jesieni 1943 r. Organizacja AK nawiązała kontakty ze strażnikami, ustalono nazwiska aresztantów i numery cel, w których przebywali. Wybrano zespół wykonawczy liczący 11 osób, w tym 7 żołnierzy z oddziału por. „Krysi” pod dowództwem sierż. „Bza”. Nocą z 17/18 stycznia 1944 r. zespół wykonawczy przebrany w niemieckie mundury opanował więzienie, do którego wpuścił ich przekupiony strażnik. Rozbrojono straż i zlikwidowano jej komendanta, który w latach okupacji sowieckiej 1939-1941 był agentem NKWD, a teraz wysługiwał się SD. Uwolniono 72 więźniów i zlikwidowano jeszcze jednego Niemca, który na swoją zgubę zainteresował się maszerującym oddziałem przez Lidę. Należy jeszcze dodać, że akcja miała miejsce w miasteczku obsadzonym przez ok. 10-tysięczny niemiecki garnizon. Nic dziwnego zatem, że Niemcy byli chorzy z wściekłości, a akcja wywarła niezwykle pozytywny wpływ na morale polskiego społeczeństwa.

Fot. Sierż. Alfred Fryes "Bez"

Tak wspominał o tym Kazimierz Czaplo „Irys”: Niemcy oszaleli z wściekłości i wstydu. […] Polacy chodzili dumni, stłamszony duch społeczeństwa polskiego ożył. 30 stycznia miała miejsce kolejna akcja – tym razem rozbito niemiecki garnizon w Horodnie, złożony z 30 esesmanów i kilkunastu białoruskich policjantów. W ataku poległo 2 Polaków, jednakże zdobycz była spora: 1 ckm, 2 rkm-y, 50 kb, 100 granatów, 10 tys. sztuk amunicji, a nawet 4 motocykle. Pod koniec lutego 1944 r. w majątku Ginele koło Naczy miała miejsce koncentracja pododdziałów tworzących II batalion 77 pp AK. Utworzono nową, 5 kompanię z oddziału z placówki AK w Wasiliszkach oraz 6 kompanię. Pod koniec marca 1944 r. II batalion liczył 288 żołnierzy. W lutym, marcu i kwietniu miały miejsce kolejne starcia z Niemcami, Litwinami i sowietami. 1 marca 1944 r. 4 kompania rozbiła litewski garnizon w Rakliszkach. 9 marca walczono z Niemcami we wsi Bolsie. Następnego dnia zaatakowano pod Trokielami samochody niemieckie. Trochę wcześniej, w połowie lutego oddział por. „Antoniego” wespół z UBK zaatakowała pododdział Brygady im. Leninowskiego Komsomołu, który szykował się do kolejnych grabieży ludności cywilnej. Sowieci stracili dowódcę brygady i jego adiutanta. 6 kwietnia por. „Krysia” wraz ze swoją przyboczną drużyną wziął udział w akcji V batalionu 77 pp AK na niemiecko-litewską załogę w Bieniakoniach. Kilka dni później jedna z drużyn 5 kompanii II batalionu w rejonie Naczy zlikwidowała 2 skoczków sowieckich. 5 kompania biła się jeszcze z bolszewikami 16 i 23 kwietnia koło Gieramonów i Lipniszek, operując okresowo na terenie Ośrodka „Cis” (Iwie-Juraciszki). 26 kwietnia rozbroiła ona posterunek żandarmerii w Sobotnikach. Zdobyto 3 rkm-y, 30 kb, duże ilości amunicji i granatów.

Zgrupowanie „Północ”

1 maja 1944 r., na podstawie rozkazu nr 23 Komendanta Okręgu Nowogródek utworzono Zgrupowanie „Północ”, złożone z II i V batalionu 77 pp AK. Dowódcą Zgrupowania został por. „Krysia”, natomiast dowódcą II batalionu został w czerwcu por. Janusz Borewicz „Antoni”. Tworzyły się nowe kompanie. Aby zapewnić im kadrę podoficerską, wiosną 1944 r. rozpoczął się Kurs Młodszych Dowódców Piechoty. W maju miała miejsce kolejna duża i spektakularna akcja II batalionu – zdobyto miasteczko Radunie. Miejscowośc ta była siedzibą rejonowych władz okupacyjnych. Ochrona składała się z ponad 30 żandarmów i żołnierzy Luftwaffe z posterunku obserwacyjnego i ok. 30 policjantów białoruskich. Atak rozpoczął się w nocy z 20/21 maja 1944 r. Walka trwała do świtu, w końcu Niemcy skapitulowali, tracąc 5 zabitych i 23 wziętych do niewoli, do której trafili również białoruscy policjanci. Zdobyto pokaźne ilości broni – 5 ckm, 11 rkm, 12 pm, 60 kb, granatniki, 500 granatów i 30 tys. sztuk amunicji. Cała zdobycz mieściła się na 32 wozach.

Fot. 3 kompania V batalionu 77 pp AK, wchodzącego w skład Zgrupowania "Północ", dowodzonego przez por. Jana Borysewicza "Krysię"

Wykonano także wyroki WSS na szczególnie okrutnych funkcjonariuszach policji – rozstrzelano jej komendanta i jego zastępcę. Zlikwidowano także konfidentów żandarmerii. W czerwcu, w nocy z 2/3 we wsi Ryski pluton plut. Stanisława Śmielewicza „Matrosowa” z 4 kompanii starł się z bolszewickimi spadochroniarzami, z których poległo w starciu z AK 5 lub 6. W tym miesiącu także Zgrupowanie „Północ” wzięło udział w niszczeniu niemieckich punktów umocnionych na granicy pomiędzy strukturami administracji okupacyjnej - Ostlandem a Bezirk Białystok. Chodziło o utworzenie w miarę bezpiecznego korytarza dla ewentualnej ewakuacji tych polskich jednostek, które miały najwięcej zatargów z bolszewicką partyzantką. Front się zbliżał i kresowi partyzanci po dotychczasowych doświadczeniach z sowietami nie mieli najmniejszych złudzeń co do przyszłego postępowania Armii Czerwonej z żołnierzami Armii Krajowej, kiedy tylko regularne sowieckie siły zbrojne się na tych terenach. M.in. w jednej z takich akcji (pod Jewłaszami) poległ por. Jan Piwnik „Ponury”, legendarny partyzant, który wsławił się już na Kielecczyźnie. Wiosną 1944 r. okolice Lidy i Szczuczyna były całkowicie opanowane przez przez AK. Niemcy trzymali się tylko w większych miejscowościach. Oddziały polskie przemieszczały się po drogach w biały dzień i stacjonowały po kilka dni w jednym miejscu. We wsiach istaniały warsztaty pracujące dla potrzeb armii Polskiego Państwa Podziemnego, m.in. szyto w nich mundury. II batalion 77 pp AK rozrósł się do stanu 640 ludzi na koniec czerwca. V batalion liczył ponad 420 żołnierzy, co łącznie dawało ponad 1000 doskonale uzbrojonych partyzantów. Drugie tyle było w odwodzie, w sieci konspiracyjnej. Mogło się wydawać, że na Kresy wraca Polska. Niestety, konferencja w Teheranie (28 listopada-1 grudnia 1943 r.) przyniosła postanowienia tragiczne w skutkach dla Polski, o czym nasz rząd dowiedział się z opóźnieniem. Ustalenia USA, Wielkiej Brytanii i ZSRS w sprawach powojennych granic (m.in. decyzje o oddaniu polskich Kresów Sowietom) utajono na prośbę prezydenta USA Franklina D. Roosevelta. W takich warunkach geopolitycznych powstała koncepcja operacji „Ostra Brama”, stworzona przez ppłk. Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”, cichociemnego i byłego hubalczyka. Operacja dotyczyła opanowania Wilna siłami połączonych okręgów Wilno i Nowogródek AK przed nadejściem sił Armii Czerwonej. Główną osią tego pomysłu było przekonanie aliantów o polskich prawach do Kresów poprzez udowodnienie polskości tych ziem. Wierzono, że wielkość Wilna i jego rozpoznawalność oraz rozmach polskiej operacji odbije się echem w gabinetach politycznych sprzymierzonych i nie zostanie pominięte w kalkulacjach. Nie zdawano sobie sprawy z tego, że los tych terenów był już przesądzony, a one same stanowiły zapłatę, którą polskim kosztem zaoferowały USA i Wielka Brytania Sowietom za ponoszenie głównego ciężaru walk z III Rzeszą. Okręg Nowogródek został podporządkowany Okręgowi Wilno, a kierownictwo operacji „Ostra Brama” powierzono ppłk. Aleksandrowi Krzyżanowskiemu „Wilkowi”, dotychczasowemu Komendantowi Okręgu Wilno. Por. „Krysia”, choć krytyczne oceniał koncepcję „Ostrej Bramy”, lojalnie wykonał rozkaz i wyruszył w stronę Wilna. Po drodze likwidowano pododdziały niemieckie, m.in. 3 lipca 1944 r. pod Krupowem patrol 7 kompanii pod dowództwem Tadeusza Bieńkowicza „Rączego” z grupą żołnierzy z placówki Bieńkiewicze – Żyrmuny dokonał udanej zasadzki na niemiecki samochód terenowy z radiostacją. Niemcy stracili 7 zabitych. Załąmanie się operacji "Ostra Brama" spowodowała, że 9 lipca 1944 r. por. „Krysia” rozkazał odskok, co było uzasadnione podejrzeniami o możliwym rozbrajaniu i aresztowaniu akowców przez sowiecki aparat bezpieczeństwa. 14 lipca w Powiłańcach miała miejsce odprawa oficerów, na której dało się zauważyć rozbieżność poglądów na kwestię co czynić dalej. Część z kadry postulowała odejście na zachód, por. „Krysia” zdecydował o pozostaniu na ziemi nowogródzkiej. Zwolnił swych podkomendnych i umożliwił im ukrycie się przed siepaczami z NKWD, którzy od samego początku swej obecności przeczesywali teren w poszukiwaniu polskich konspiratorów. Por. „Krysia” na czele kadrowego oddziału, liczącego 23 ludzi, dotarł w okolice Werenowa, stąd zaś przesunął się na początku sierpnia pod Naczę. Po klęsce operacji „Ostra Brama” i podstępnym rozbrojeniu sił AK oraz aresztowaniu dowódców i części żołnierzy, dowodzenie Okręgiem Nowogródzkim AK przejął jako p.o. komendanta ppłk Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”, który dotarł z Puszczy Rudnickiej do Puszczy Nackiej. Nadszedł brutalny czas sowieckiej okupacji, „drugiego Sowieta”, jak mawiano. Wojska NKWD nieustannie prowadziły obławy i operacje przeciwpartyzanckie przeciw tym siłom AK, które zdołały się utrzymać w terenie i które przeczuwając podstęp nie stawiały się w miejscach koncentracji polskich oddziałów wyznaczanych przez Rosjan. W jednej z takich operacji NKWD polegnie ppłk „Kotwicz”, który wraz ze swymi ludźmi stoczył ostatni bój 21 sierpnia 1944 r. koło miejscowości Surkonty. Por. „Krysia” wydał odezwę do ludności, zatytułowaną „Obywatele Rzeczypospolitej”, w której pisał m.in. że: Związek Sowiecki przyjął na Ziemiach Polskich postawę okupanta, przeprowadzając aresztowania i mobilizując drogą łapanek, bezprawnie a przymusowo, obywateli polskich do armii sowieckiej.[...] Polacy! Musimy przetrwać i przetrwamy. 6 sierpnia 1944 r. por. „Krysia” znów wyszedł w pole z kilkoma ludźmi. Jego celem było zorganizowanie samoobrony przed terrorem NKWD i „pozszywanie” siatki terenowej, porwanej aresztowaniami i wywózkami na Wschód. Na odprawie, która odbyła się kilka dni później, p.o. komendanta ppłk „Kotwicz” podzielił siły dawnego Ośrodka Lida na 2 zgrupowania: „Północ” (por. „Krysia”) i „Południe” (ppor. „Ragner”). Wznowiły pracę konspiracyjną niektóre ośrodki: Szczuczyn, Iwie-Juraciszki, Nowogródek, Baranowicze, Nieśwież oraz Hancewicze-Niedźwiedzica. Po śmierci ppłk. „Kotwicza” nowym p.o. komendanta został kpt. cc Stanisław Sędziak „Warta”. Warunki okupacji sowieckiej były zdecydowanie gorsze dla polskiej konspiracji. Znalazło to odbicie w piśmie z 27 paździenika, które kpt. „Warta” przesłał do komendanta Okręgu Białystok AK ppłk. Władysława Liniarskiego „Mścisława”. Pisze on, iż: Nie ma dla nas miejsca nigdzie, gdyż od kwietnia br. byliśmy w polu. Zna nas każdy żołnierz i każdy chłop. Poruszamy się nocami. Legalizacja niemożliwa. Kadra topnieje błyskawicznie. Mimo to musimy wytrwać. Jesteśmy dobrej myśli. Wkrótce jednak kpt. „Warta” został zdekonspirowany i musiał się ewakuować za „linię Curzona”, a p.o. komendanta został rtm. Jan Skorb „Boryna”. Por. „Krysia” i ppor. „Ragner” byli jedynymi dowódcami batalionów, którzy pozostali na Nowogródczyźnie i nadal kierowali pracą niepodległościową na miejscu. Tereny działalności por. „Krysi” obejmowały (w ramach sowieckiej struktury administracyjnej) tereny białoruskiej SRS (Raduń, Bieniakonie, część gm. Werenów i Żyrmuny) oraz litewskiej SRS (gm. Ejszyszki). Zastępcą por. „Krysi” był początkowo ppor. Stanisław Szabunia „Licho”, a następnie ppor. Ludwik Nienartowicz „Mazepa”. „Krysia” stale przebywał w polu, z bronią w ręku. Według dokumentów sowieckich podlegało mu 8 kompanii terenowych. Skala represji NKWD była ogromna. Pacyfikacje wiosek niczym się nie różniły od tych przeprowadzanych przez Niemców – palono gospodarstwa i rozstrzeliwano ludzi za pomoc okazaną AK. W miejscowości Jackiewicze rozstrzelano bez sądu F. Dorniaka, zaś podczas pacyfikacji Nowokuńców zabito Piotra i Stanisława Songinów, Łuszkiewicza, któremu spalono gospodarstwo oraz zabito jednego z partyzantów II batalionu 77 pp AK (NN „Amiego”, Francuza). 23 sierpnia 1944 r. w chutorze Kołodziszki (okolice Werenowa) NKWD zastrzeliła 27 mieszkańców. 9 września we wsi Staniszki grupa operacyjna NKWD kpt. Stiepanowa zabiła 1 osobę, a 9 aresztowała. Dzień później batalion wydzielony z 10 Dywizji Strzeleckiej WW NKWD dowodzony przez kpt. Borysowa w okolicach Gudele-Smolaki zastrzelił 5 osób, a 12 innych aresztował. 11 września grupa operacyjna ze 136 pułku strzeleckiego WW NKWD lejtnanta Szubariewa w miejscowości Grodzie zastrzeliła 14 osób, aresztowała zaś 11.

Fot. Por. Jan Borysewicz "Krysia" odbiera defiladę II batalionu 77 pp AK

Operacje takie powtarzały się codziennie, codziennie też przybywało nowych ofiar komunistycznych oprawców. Ppor. „Licho” w relacji złożonej polskim władzom w Londynie podaje, że tylko w okresie wrzesień-listopad 1944 r. NKWD zabiło 9821 osób. Do tego dochodzą liczby wywiezionych i wcielonych siłą do Armii Czerwonej czy wojska Berlinga. Por. „Krysia” zmienił pseudonim na „Mściciel” i wraz ze swym 30-osobowym oddziałem dawał się mocno we znaki sowieckiemu okupantowi. Już w połowie września 1944 r. Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych Ławrientij Beria wymieniał por. „Krysię”, „Mściciela” i jego ludzi zaraz po Zgrupowaniu „Południe” ppor. „Ragnera”, którego Sowieci określali mianem „cziort w oczkach” czyli „diabeł w okularach”. Obławy NKWD nasilały się, wzrastała ilość wojska sowieckiego na okupowanych terenach. Mimo to wzrastała liczba polskiego podziemia niepodległościwoego, co spowodowane było represjami sowieckimi i chęcią przetrwania w partyzanckich szeregach z bronią w ręku. Głównym zadaniem polskich oddziałów była samoobrona, likwidowanie sieci agenturalnej NKWD, rozbudowanej do ogromnej skali, utrudnianie łapanek oraz niszczenie powstających kołchozów i dokumentacji oraz spisów, tak aby maksymalnie hamować działalność sowieckiej administracji. Zwracano uwagę na dużą ruchliwość oddziałów, przerzucano się z miejsca na miejsce. Niekiedy udawało się upolować „grubszą rybę” z NKWD. Tak było 21 sierpnia 1944 r., kiedy w zasadzce koło Werenowa zginął dowódca samodzielnego 143 batalionu zmotoryzowanego WW NKWD mjr Aleksander Iwanowicz Konarczuk, odznaczony dwukrotnie orderem „Bohatera Związku Radzieckiego”. Polskie podziemie, mimo skrajnie trudnych warunków nowej okupacji działało aktywnie. Według sowieckich dokumentów tylko na terenie rejonu Raduń (odpowiednik powiatu) od października 1944 r. do 22 stycznia 1945 r. polskie oddziały dokonały 27 akcji, likwidując 56 osób (konfidentów NKWD, milicjantów i funkcjonariuszy NKWD). Oddziały podległe por. „Krysi”, „Mścicielowi” wzięły udział we wrześniu 1944 r. w akcji „Rocznica” - atakach wymierzonych w sieć kolejową i transport sowiecki. W nocy z 6/7 grudnia 1944 r. żołnierze „Krysi” w liczbie ok. 150 uderzyli na Ejszyszki celem rozbicia miejscowego więzienia NKWD, w którym przetrzymywano członków podziemia niepodległościowego. Swoje cele (i chyba wszystkich partyzantów kresowych) por. „Krysia” wyłożył w napisanym przez siebie artykule, opublikowanym w piśmie wydawanym przez Zgrupowanie „Północ” pt. „Szlakiem Narbutta”. Pisał on, że „my walczymy o Kresy, o 1/3 Polski, bolszewicy walczą o przyczółek do ekspansji komunistycznej na Europę”. Odnośnie akcji zbrojnej pisał tak: „zakaz walki czynnej nie jest zakazem obrony. […] Obrona czynna to nie czekać aż nieprzyjaciel rozpozna teren i przygotuje materiał oraz siły do akcji, lecz niszczyć w zarodku wszelkie jego przygotowania i poczynania”. Oceniając trzeźwo stosunek Zachodu do Polski stwierdzał, że „świat wyraża uznanie dla naszych wielkich cierpień, roni łzy, lecz z szacunkiem i respektem odnosi się do brutalnej siły sowieckiego barbarzyńcy”.

Ostatni bój por. „Krysi” - Kowalki, 21 stycznia 1945 r.

W styczniu 1945 r. por. „Krysia”, „Mściciel” nadal operował w terenie, wymykając się sowietom. Po śmierci ppor. „Ragnera”, który poległ w boju z NKWD 3 grudnia 1944 r. pod Niecieczą (przeciw 30 polskim partyzantom skierowano siły bolszewickie w liczbie ok. 1,5 tys. funkcjonariuszy) pozostał ostatnim tak znanym dowódcą partyzanckim na tym obszarze. Oddział por. „Krysi” liczył wówczas już tylko 9 ludzi i łączniczki. 20 stycznia 1945 r. zatrzymał się na kolonii pod wsią Kowalki koło Dubicz. Dołączyło do nich 2 podoficerów – kpr. Józef Wilbik „Bradziaga” przywiózł do oddziału plut. Romualda Bardzyńskiego „Pająka”, który leczył się po ranach odniesionych w potyczce z NKWD na jesieni 1944 r. Do kwatery oddziału dotarł także łącznik. Po jego przybyciu por. „Krysia” poderwał oddział i jeszcze w nocy opuszczono kwatery. Po zbliżeniu się do Kowalek zauważono podejrzany ruch w jednym z domów. W chwilę później rozpętała się strzelanina. Okazało się, że we wiosce jest zasadzka, którą zorganizował 105 Oddział Pograniczny NKWD. Por. „Krysia” błyskawicznie zareagował, wydając rozkazy przegrupowania, zajęcia stanowisk i otwarcia ognia w stronę enkawudzistów. Polakom walkę utrudniał fakt bycia na otwartym terenie i wystrzeliwane przez Rosjan kolorowe rakiety, co potęgowało chaos i zamieszanie. Moment śmierci por. „Krysi” znamy z relacji jego żołnierzy, którzy byli z nim do końca. Stanisław Ochwat „Bąk” tak wspominał ten moment: „[...] Wśród huku strzałów doszła wreszcie do nas informacja, że »Klin« (Kazimierz Kiedyk – przy. aut.) znalazł się i dołączył do prawego skrzydła. Natychmiast po otrzymaniu tej informacji por. »Krysia« podał komendę – Skokami do tyłu! Dołączyć do prawego! - i pierwszy poderwał się do skoku. W tym momencie rozległ się wraży strzał i Komendant padł jak łan zboża ścięty kosą [...]”. Tak poległ jeden z najsłynniejszych partyzantów Nowogródczyzny, zwany przez podkomendnych „Ojcem” lub „Tatą”. Jego ciało partyzanci próbowali ukryć w głębokim śniegu do czasu sprowadzenia jakiegoś zaprzęgu. Niestety – zaprzęgu nie udało się zorganizować, a kiedy żołnierze wrócili w to miejsce wieczorem, zauważyli że ciało ich dowódcy zabrało NKWD. Fakt ten był tym bardziej dla nich bolesny, że por. „Krysia” zawsze kazał wracać po swych poległych i nigdy nie dopuszczał do sytuacji, w której pozostawiono jakiegoś podwładnego, czy to poległego czy rannego na polu bitwy. Nierozwiązaną zagadką pozostaje sprawa zorganizowanej zasadzki w tym akurat miejscu. Czy był to zwykły, niefortunny zbieg okoliczności czy efekt „pracy” konfidentów i szpicli, którzy poinformowali sowieckie służby bezpieczeństwa o tym, kto wtedy będzie przebywał w okolicy Kowalek?

Fot. Upamiętnione miejsce śmierci por. Jana Borysewicza "Krysi", "Mściciela"

Na to pytanie na razie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, być może odtajnienie rosyjskich archiwów pozwoli dowiedzieć się czegoś nowego o okolicznościach śmierci por. Jana Borysewicza „Krysi”, „Mściciela”. Jego ciało sowieci sprofanowali i obwozili po miasteczkach niczym zdobycz. Jedna z łączniczek Zgrupowania „Północ”, Wanda Lisowska „Grażyna” tak opisywała to ponure widowisko: Ciało komendanta tylko w kalesonach z worka, włożonych na urągowisko, wozili ze śpiewem po wszystkich jarmarkach i miasteczkach. Chodzili po domach, wypędzali ludzi, aby poznawali, czy to jest naprawdę »Krysia«. Naigrywali się mówiąc: Wasz Bóg, wasz »Krysia«, całujcie jego ręce i nogi. Co zrobili ze zwłokami nie wiadomo. Tak czcili bohaterów sprzymierzonego państwa. Po śmierci por. „Krysi” p.o. Komendanta Okręgu Nowogródek rtm. Jan Skorb „Boryna” wspominał sylwetkę partyzanckiego dowódcy w okolicznościowym rozkazie: „[...] Twarde, żołnierskie życie codziennie ukształtowało prawy i silny charakter, dlatego też niestrudzenie szedł wytkniętą drogą, walcząc o wschodnie rubieże Rzeczypospolitej Polskiej i o Wolność swojego narodu. Wiernym był synem Ziemi Kresowej, wyrósł z Niej i Życie swoje Jej oddał. Nauczył swoim przykładem setki i tysiące synów Ziemi Kresowej kochać swoje strony ojczyste, swój lud, prawdę życia i sprawiedliwość. Nie umiał służyć Ojczyźnie celem uzyskania tylko pochlebstw, wpływów, stanowiska [...]”. 1 czerwca 1945 r. Delegat Sił Zbrojnych na Kraj płk Jan Rzepecki, z mocy upoważnienia nadanego przez Wodza Naczelnego gen. Władysława Andersa zatwierdził wniosek odznaczeniowy Komendy Okręgu Nowogródek AK z 22 października 1944 r. o przyznanie por. „Krysi” Krzyża Virtuti Militari V klasy. Lakoniczne uzasadnienie wniosku nezwykle trafnie opisywało por. Jana Borysewicza, obrońcę polskich Kresów. Brzmiało ono: „Bohaterski żołnierz. Poległ w styczniu 1945 r.”.

Daniel Sieczkowski

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas