0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

Red Is Bad Historycznie: Bitwa pod Olszynką Grochowską

Car Mikołaj I kiedy dowiedział się 7 grudnia 1830 r. o wybuchu powstania w Warszawie, był zdecydowany na rozwiązania siłowe. 8 grudnia na spotkaniu ze swoimi oficerami gwardii w Pałacu Michajłowskim mówił o „zdradzie w Warszawie”, „złamaniu przysięgi”, „morderstwach na wiernych generałach”. Car apelował: „W razie konieczności, wy, moja wierna gwardia, pójdziecie nauczyć zdrajców rozumu, przywrócić porządek i pohańbioną cześć Rosji”. Kiedy 25 stycznia 1831 roku Sejm w Warszawie ogłosił akt detronizacji cara powstanie wzniecone przez sprzysiężenie podchorążych pod wodzą por. Piotra Wysockiego zamieniło się w wojnę polsko-rosyjską. Kończył się dziwny okres, zapoczątkowany postanowieniami kongresu wiedeńskiego w 1815 roku, kiedy Królestwo Polskie z jedną z najbardziej liberalnych konstytucji było w wymuszonym związku z despotyczną Rosją, w której car był jedynym władcą. Projekt ten od początku był skazany na porażkę – Rosją z zasadą samodzierżawia nie mogła przełknąć szerokiej autonomii Królestwa Polskiego, Polska zaś ze swymi tradycjami wolnościowymi i całym bagażem historycznym, w tym konfliktów z państwem carów, nie chciała dać się ujarzmić do końca. Wojna była efektem ścierania się tych tendencji. Wydawało się, że przy przewadze materialnej i demograficznej Rosji wojna rozstrzygnie się dość szybko. Potencjał demograficzny Rosji dziesięciokrotnie przeważał potencjał ludnościowy Królestwa Polskiego. W pierwszym momencie car Mikołaj I zmobilizował VI Korpus Litewski Piechoty gen. Rosena (33 tys. żołnierzy), siły gwardii wielkiego księcia Konstantego (brata cara i namiestnik Królestwa Polskiego) (7 tys. żołnierzy), I Korpus Pieszy gen. Pahlena (ok. 33 tys. żołnierzy), III Korpus Rezerwowy Kawalerii gen. Witta oraz inne jednostki. Łącznie były to 82 bataliony piechoty, 108 szwadronów jazdy i 324 działa. Razem ponad 86 tys. żołnierzy, a niektóre źródła wskazują, że do tłumienia powstania car przeznaczył nawet ponad 113 tys. żołnierzy.

Fot. Feldmarszałek Iwan Dybicz (Hans Diebitsch)

Wodzem, który miał poprowadzić siły rosyjskie na „polskich panów deputowanych”, został feldmarszałek Iwan Dybicz, a właściwie Hans Diebitsch, Niemiec z pochodzenia w służbie cara (wśród carskiej kadry dowódczej było ich więcej). Dybicz zakładał rozgromienie sił polskich w jednej walnej bitwie, zgodnie z dyspozycjami cara. Plan polegał na skoncentrowaniu większości armii pomiędzy Białymstokiem a Bielskiem, przekroczeniu granicy z Królestwem, stoczeniu walnej bitwy i opanowanie Warszawy, co równałoby się z upadkiem powstania. Na drodze do wykonania tego planu stanęła armia Królestwa Polskiego. Społeczeństwo polskie podjęło ogromny wysiłek. Znawca tamtego okresu, Wacław Tokarz, oceniał że mobilizacja była większa niż w 1794, 1809 czy 1812 roku. Na 1 grudnia 1830 roku stan polskich sił wynosił ok. 28-30 tys. żołnierzy i 96 dział. Niektóre źródła szacują stan liczebny armii polskiej na 35 tys. żołnierzy, którzy byli zgrupowani w 12 pułków pieszych, 8 pułków kawalerii, 3 brygady artylerii, korpus rakietników, saperów oraz korpus żandarmerii. Siły te mogły być szybko powiększone dzięki sprawnie funkcjonującemu systemowi poboru. Wacław Tokarz szacował mobilizację rekrutów na 140 tys. ludzi, zaś liczba armat wzrosła do 146. Mocną stroną polskiej armii było wyszkolenie, którym górowała ona nad rosyjską. Paradoksalnie przyczynił się do tego wielki książę Konstanty, który jako namiestnik w Królestwie Polskim przywiązywał niezwykłą wagę do sprawności bojowej jego armii. Rosyjski historyk Puzyrewski napisał później wprost, że „Stare wojsko polskie było doskonale wyćwiczone dzięki niezmordowanym staraniom w. ks. Konstantego, który słusznie chlubił się nim. Zaniedbane w armii ruskiej pomocnicze ćwiczenia wojskowe jak np. pływanie, fechtunek itp. prowadzone były w armii polskiej systematycznie i nader starannie. […] Armia polska odznaczała się w boju zarówno gwałtownością ataku, jak i waleczną wytrwałością obrony. Całe stare pułki często ginęły na miejscu nie cofając się ani na krok […].”. Jednakże – co okaże się później – książę Konstanty nie kształcił i nie rozwijał zasad współdziałania na polu bitwy różnych rodzajów broni. Strona rosyjska dysponowała natomiast kadrą oficerską, która miała bogatsze doświadczenie operacyjne. Problemem polskiej strony stało się dowództwo, a w zasadzie jego podejście do wojny. Gen. Józef Chłopicki, od 3 grudnia 1830 roku głównodowodzący sił polskich, a od 5 grudnia dyktator powstania, był doświadczonym wojskowym, który brał udział w kampaniach napoleońskich, m.in. w Hiszpanii. Władzę obejmował jednakże bez wiary w zwycięstwo, usiłując opóźniać aktywne działania strony polskiej. Kiedy car zażądał bezwarunkowej kapitulacji, przerywając tym samym rokowania pokojowe, gen. Chłopicki 17 stycznia zrzekł się władzy dyktatora i głównodowodzącego armią. Na tym ostatnim stanowisku zastąpił go ks. Michał Radziwiłł, ale de facto Chłopicki wciąż stał na czele armii, gdyż taka była jej wola. Tym niemniej taka postawa wyższej kadry dowódczej była groźna, bo groziła narastaniem nastrojów defetystycznych.

Fot. Gen. Józef Chłopicki

19 lutego 1831 roku doszło do bitwy pod Wawrem, której inicjatywę podali gen. Franciszek Żymirski i gen. Piotr Szembek. Chłopicki nie podchwycił ich zamiarów i tak kierował walką, aby tylko nie dopuścić do klęski polskiej strony, nie zamierzając iść za ciosem i bić nieprzyjaciela dalej. Mimo to 22 lutego powołano go na dowódcę pierwszej linii z prawem rozkazywania całości. Feldmarszałek Dybicz w międzyczasie zmodyfikował swoje plany operacyjne. Po zwycięskich walkach dla strony polskiej pod Wawrem i Białołęką zamierzał teraz zaatakować od czoła, prosto na Pragę, odstępując od wcześniejszego zamiaru obejścia sił polskich. Drogi, którymi się poruszał łączyły się przy wyjściu z lasów pod karczmą Małego Grochowa, ok. 6 km od Pragi. Pomiędzy Kawęczynem a Grochowem znajdował się olszynowy lasek, poprzecinany rowami, znajdowały się tam także wydmy. Miejsce to zostało wybrane przez gen. Chłopickiego na teren bitwy, która miała zdecydować o dalszych losach wojny polsko-rosyjskiej. Armia rosyjska, nadciągająca od południowego wschodu pod Warszawę, liczyła 65 tys. żołnierzy i ponad 200 dział. Od północy Polaków miał zaatakować korpus gen. Szachowskiego (ponad 13 tys. żołnierzy). Na lewym skrzydle sił rosyjskich dowodził w okolicach Wawra gen. Pahlen, na prawym zaś gen. Rosen. Siły polskie liczyły wówczas ok. 50 tys. żołnierzy (47 batalionów piechoty i 69 szwadronów jazdy oraz 136 dział). Pierwsze starcia miały miejsce w nocy z 20 na 21 lutego 1831 roku. Ataki Rosjan zostały jednak odparte przez polskie pułki – 1, 3 i 4, kolejno broniące tej pozycji. Impas trwał kilka dni. Sytuacja Rosjan komplikowała się. Żołnierze zjedli zapasy żywności, które mieli w swoich tornistrach, zaopatrzenie dotarło dopiero 23 lutego, ale i tak nie pokrywało zapotrzebowania. Ludność polska ukryła zapasy żywności i z inwentarzem zbiegła do Warszawy, tak więc Rosjanie nie mogli zaopatrzyć się jej kosztem. Dotychczasowe walki utwierdziły Dybicza w przekonaniu, że nie zdoła przełamać pozycji polskich. Odrzucił pomysł gen. Tolla, który proponował obejście Olszynki w kierunku Kawęczyna i Ząbek i zaatakowanie lewego skrzydła polskiego. Dybicz postanowił czekać na korpus gen. Szachowskiego, który w tym czasie uwikłał się w walki pod Białołęką, przechodzącą z rąk do rąk. 25 lutego rano na odgłos strzałów spod Białołęki Dybicz, będący pewny, że Polacy przerzucili część sił celem zniszczenia korpusu Szachowskiego przystąpił do generalnego szturmu pozycji polskich w Grochowie. Rozmieszczenie sił polskich 25 lutego wyglądało następująco: Olszynkę obsadzała 2 dywizja piechoty gen. Żymirskiego, na samym skraju Olszynki czuwał 1 batalion 2 pułku strzelców pieszych. Dwa pozostałe bataliony tego pułku znajdowały się za rowem odwadniającym w lewej i prawej części lasku. W stronę południowej części Olszynki pozycje zajmował 7 pułk piechoty liniowej, zaś na wschód 3 pułk piechoty liniowej. Po walkach pod Wawrem cała dywizja gen. Żymirskiego liczyła 172 oficerów i 7821 żołnierzy. Rankiem 25 lutego na Olszynkę ruszyły oddziały z rosyjskiej 24 i 25 dywizji piechoty. Dwukrotnie odparto ataki rosyjskie. Około południa w Olszynce walczyło 12 batalionów polskich z 27 rosyjskimi. Naoczny świadek, pruski baron znajdujący się w kwaterze rosyjskiej, zapisał później, iż „widział, jak Polacy rzucali się z bagnetami na Rosjan i jak ci nigdy ich uderzenia nie wytrzymywali, lecz ani razu nie widziałem Rosjan idących na bagnety”. Nic zatem dziwnego, że sam wielki książę Konstanty, obserwując te zmagania miał powiedzieć, że „żołnierze polscy to najlepsi w świecie żołnierze”.

Fot. Bitwa o Olszynkę Grochowską na obrazie Wojciecha Kossaka

W pewnym momencie w szeregi Rosjan wkradła się panika, która nastąpiła po kontrataku polskim, przeprowadzonym siłami gen. Skrzyneckiego, który atakował lewą część Olszynki oraz trzema batalionami grenadierów, atakującymi prawą część Olszynki. Centralnie samą Olszynkę, zajętą już przez Rosjan atakował 4 pułk piechoty liniowej. Rosjanie opanowali panikę w swych szeregach i około 14 ruszyło kolejne ich natarcie. Dybicz mógł co kwadrans wysyłać do boju kolejny batalion. Ostatnim sukcesem polskim w bitwie było zdobycie kilku rosyjskich dział. Rezerwy polskie były na ukończeniu i Polacy zaczęli z wolna się wycofywać pod rosyjskim naporem. Ciężko ranny został gen. Chłopicki, na którego miejsce gen. Radziwiłł mianował gen. Piotra Szembeka. Zniesienie Chłopickiego z pola bitwy pogłębiło chaos w polskich szeregach. Ostateczną klęskę polskiej stronie miała zadać jazda rosyjska (łącznie 3150 szabel), która Polaków miała wpędzić w bagna Saskiej Kępy i tam zmasakrować. Gen. Skrzynecki swoją dywizję i resztki dywizji gen. Żymirskiego (został ciężko ranny, pocisk armatni urwał mu rękę; przewieziono go do Warszawy, gdzie zmarł) ustawił w czworoboki najeżone bagnetami. Polska kawaleria pod wodzą gen. Łubieńskiego stanęła na lewym skrzydle, a na prawym kompania rakietników pieszych pod dowództwem kpt. Skalskiego. Była ona wyposażona w tzw. race kongrewskie – broni tej nie znali Rosjanie. Eksplozje rac wzbudziły popłoch w koniach jazdy rosyjskiej. Nieudany też był atak rosyjskich kirasjerów, którzy przedarli się przez lukę w polskim 8 pułku piechoty. Starł się z nimi płk Kicki z pięcioma szwadronami 2 pułku ułanów, które wporst rozniosły rosyjskich kirasjerów. Rosyjski pułk kirasjerów stracił 80% swego stanu. Załamanie szarży jazdy rosyjskiej nie pozwoliło na rozbicie sił polskich, które wycofały się w kierunku Pragi w sposób uporządkowany.

Fot. Plan bitwy grochowskiej

Bitwa grochowska formalnie pozostała nierozstrzygnięta, choć wydaje się, że taktyczne zwycięstwo odnieśli Rosjanie. Tym niemniej feldmarszałek Dybicz nie odważył się zaatakować Warszawy. Straty rosyjskie w bitwie grochowskiej sięgnęły 9500 ludzi, zaś od początku kampanii wyniosły ok. 16 tys. ludzi, 11 dział i 2 sztandary pułkowe. Polacy stracili od 6941 do 7349 żołnierzy i oficerów, 1054 jeńców, 3 działa i 670 koni. Była to największa po Waterloo bitwa ówczesnej Europy. Wyczerpana rosyjska armia wycofała się na kwatery zimowe, a plan szybkiego uśmierzenia „polskiego buntu” legł w gruzach.

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas