0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RedIsBad Historycznie: Powstanie Warszawskie - pragnienie miłości pośród cienia apokalipsy

Omawiając dawne dzieje i próbując sięgać do kart historii, często wtłaczamy je w sztywne i mocno utarte ramy. Niesieni złudnym pragnieniem odkrycia wszystkiego co możliwe, skupiamy się na konkretnych faktach mających odzwierciedlenie w datach, traktatach czy polach stoczonych bitew. Rolą nas wszystkich jest jednak pamięć o przeszłości nie jako o kalendarium wydarzeń, lecz barwnej palecie ludzkich emocji, zachowań, odczuć i pragnień. Tylko dzięki odpowiednio dobranym filtrom lepiej zrozumiemy przeszłość, która wyda nam się bliższa niż ta, którą odkrywamy w podręcznikowych tomach.

Ludzka natura, niezależnie od epoki i ukształtowania kulturowego, bez wątpienia pragnie miłości, bezpieczeństwa oraz spełnienia. Ale jak odnaleźć te wartości, gdy dotychczasowy świat i wszystko co do tej pory znaliśmy wali się w gruzach, a bezwzględna rzeczywistość jawi się jako apokalipsa? Wspomnienia uczestników Powstania Warszawskiego jasno wskazują, że walka o odrobinę normalności i pragnienie miłości było równie istotne, co poczucie patriotycznego obowiązku.  Godzina „W” i 1 sierpnia 1944 roku to pamiętna data w historii Polski, która rozpoczęła kolejny etap nowej historii, symbolicznie zamykając poprzedni. Nic już nie było takie same, a dramatyczne wydarzenia z 63 dni i nocy odciskają swoje piętno do dziś. Choć o Powstaniu Warszawskim napisano już wiele, a przebieg poszczególnych zmagań starano się wielokrotnie odtwarzać, warto przytoczyć historie bohaterów i zwykłych mieszkańców Warszawy niekoniecznie z perspektywy działań zbrojnych.

Wśród uczestników przeważała młodzież pełna zapału do walki i ukrócenia dotychczasowych upokorzeń, ale nierzadko pełna obaw o jutro. Zarówno dowództwo, jak i zdecydowana większość konspiratorów oraz powstańców spodziewała się krótkiego zrywu, u którego kresu ponownie powitają utęsknioną wolność. Jednak ze względu na pewne braki w organizacji przedsięwzięcia i zaopatrzenia, a przy tym dominującą przewagę militarną okupanta, pragnienie sukcesu oddalało się z każdym kolejnym dniem. Pomimo narastającej tragedii, wybuchów bomb i upadającej jedna po drugiej dzielnicy, próby normalnego funkcjonowania u boku ukochanej osoby nie słabły. Sięgając do często dramatycznych relacji świadków tych wydarzeń, dostrzegamy młodzieńcze uniesienia przypieczętowane małżeństwami. Wszystko mogłoby wydawać się wspaniałe, gdyby nie natarczywa świadomość młodych małżonków, że związek, który właśnie zawarli może potrwać zaledwie kilka miesięcy, tygodni albo i… dni. Ustalono, że podczas powstania oficjalnie zawarto 256 małżeństw, nie licząc tych ślubów, które umknęły rejestracji. Nie były to jednak okoliczności sprzyjające uroczystym ceremoniom okraszonymi odświętnymi strojami i eleganckimi bukietami. Za obrączki często służyły nakrętki, za wiązanki panien młodych kwiaty zdobiące ocalałe balkony lub ogródki, zaś za stroje – pożyczone od przyjaciół i często nieznanych osób – skromne sukienki, przyduże buty, a nawet elementy zdobycznych mundurów. Weselne przyjęcia kojarzono raczej ze spotkaniami najbliższych, którzy wspomagali małżonków w organizacji bezpiecznego miejsca, a także poczęstunku. 

"Mąż [mój] późniejszy wyszedł z tych kanałów. Pojawił się na Bartosiewicza w mundurze esesmańskim, znaczy w panterce. Powiedział:  „Słuchaj, to jest jedyny moment, żebyśmy się pobrali, bo ja mam nareszcie całe spodnie”. Bo przedtem mu się to raczej nie zdarzało. Mnie Powstanie zastało w jakiejś sukience, która już po kilku dniach była dosyć brudna, więc postanowiłam ją wyprać. Wyprałam, powiesiłam na sznurku. W międzyczasie sąsiadka, pani zresztą zupełnie mi nieznana, pożyczyła mi swoją sukienkę, żebym miała na zmianę. Moja spaliła się razem z całą kamienicą i zostałam w tej cudzej sukience. W niej chodziłam już, jako jedynym stroju, aż do końca Powstania. To była moja suknia ślubna. Ponieważ sandałki mi się oczywiście rozleciały, to pożyczyła mi buty nasza wspólna koleżanka, która miała rozmiar o cztery większy od mojego. Wobec tego buty były, powiedzmy sobie, luźne." (Maria Piechotka, „Marianna”)


Nie do pomyślenia u współczesnych są również miejsca, w jakich małżonkom udzielano ślubu. Kapliczki od teraz zastępowały zbombardowane kościoły, piwnice kamienic, a nawet podwórza zamieniające się w cmentarze, na których co rusz powiększała się liczba pochówków… Kapłani nie mający do dyspozycji stuły, mogli wykorzystać swój pas zakonny, a same nabożeństwa – przy akompaniamencie strzałów i huków – czasem trwały tylko kilka minut. Niekiedy ceremonie organizowano pomiędzy obowiązkami powstańców, a  jednymi z prezentów ślubnych, o których wspominano były wolny czas na najbliższą noc lub kąpiel w wannie pełnej wody…

W kaplicy było dużo ludzi, wszyscy wolni od służby przyszli popatrzeć, jak skoczek żeni się z łączniczką. Jeziorańscy szli do ołtarza po potłuczonym szkle, w świątyni nie zachował się żaden witraż. Ksiądz zresztą spieszył się na pogrzeb i cała ceremonia trwała zaledwie kilka minut. Dwóch młodziutkich członków „Chwatów” wręczyło „Grecie” wiązankę gladiolusów z ogrodu Zakładu Głuchoniemych i Ociemniałych, a pod koniec uroczystości rozległ się charakterystyczny ryk „krowy” [„krowa” – potoczna nazwa niemieckiej wyrzutni rakietowej] . Co, jak skomentował jeden z obecnych, zastąpiło marsz Mendelssohna”. (S. Koper, Miłość w Powstaniu Warszawskim, Warszawa 2013).

Trudna rzeczywistość i ogromne kontrasty umacniały tylko pragnienie chwycenia namiastki normalnego życia. Obok związków wypływających ze szczerej miłości, niektóre relacje opierały się na chwilach uniesienia oraz chęci zapomnienia tego, co się przeżyło. Oddawano się w ramiona krótkotrwałych i niezobowiązujących namiętności nierzadko okraszanych alkoholem, a bliskie relacje ukracano po krótkim czasie i bez dążeń do wspólnego życia po wojnie. Z tego też względu nie wszyscy duchowni z ochoczą aprobatą udzielali sakramentu, traktując niektóre związki jako przygodnie romanse wywołane potrzebami chwili.



Historie znanych uczestników powstania – w tym Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pokazują, że bez względu na finał wojny, wierzono w prawdziwą miłość, a jeśli śmierć – to tylko wspólną. Barbara – ukochana poety pokolenia Kolumbów dowiedziawszy się o tragicznym losie małżonka, nawet będąc w ciąży, nie wyobrażała sobie życia w pojedynkę. Niebawem spotkała ją śmierć w wyniku odniesionych ran, którą przywitała z tomikiem poezji męża na piersi. Jadwiga z kolei – żona Jeziorańskiego – towarzyszyła mężowi do ostatnich chwil swojego życia na emigracji w USA. Jan Nowak nalegał również na ślub wiedziony przekonaniem, że w razie upadku powstania śmierć zastanie ich już jako małżonków. Gdy sięgamy do wspomnień ocalałych, oczom naszej wyobraźni ukazują się również spontaniczne oświadczyny, które mogły mieć miejsce w szpitalnych okolicznościach i warunkach polowych. Potrzeba bliskości drugiej osoby oraz uczucie stabilizacji były zatem niezwykle silne, gdyż dzięki nim – choć na chwilę starano się zapomnieć o koszmarze wojny i doświadczeniach, których nie sposób wymazać z pamięci. To nadzieja na lepszą przyszłość, a także broń przed strachem i śmiercią. Dodatkowej oprawy miłosnych historii powstańczej rzeczywistości dostarcza pewien symbolizm relacji, jakie zawiązywały się między zakochanymi. Najczęściej łączyło ich nie tylko uczucie samo w sobie, lecz wspólna walka i obowiązek, które zdawały się nadawać sens całości. 

 

Zgliszcza. Takie już prawo wyrastać z popiołów.
Wiatr rozrzuca kwiaty przejrzyste jak szkło.
Podaj ręce, kochana, które ku temu są,
by się zamykać jak koło.
O lasy niewidzialne, knieje, co się chylą,
i oddech ich na ustach, i u powiek szept:
Wiesz, miła - po tych gruzach, co przerosły gniew,
będziemy duchów chwilą.
[…]
K.K.Baczyński, Romantyczność, 1942

Zaglądanie w karty przeszłości to nie tylko konieczna podstawa budowania naszej świadomości, lecz również doskonałe źródło obserwacji natury człowieka. W zachowaniach z przeszłości niejednokrotnie rozpoznajemy zatem własne oblicze, a na końcu zdajemy się dostrzegać, że czas to jedyny element odróżniający nas od minionych pokoleń. Miłość, jako najsilniejsze z uczuć odnajdzie bowiem swoje miejsce zawsze, a podczas takich wydarzeń jak Powstanie Warszawskie – często była umacniana przez to, czego dwoje ludzi wspólnie doświadczało. Ze wspomnień uczestników wyłania się zatem jednoznaczny obraz, z którego odczytujemy pewne stałe i niezmienne prawo – przyjaźń i miłość nadają kolorytu i szczęścia nawet w najczarniejszych i najtrudniejszych czasach. 

Jeśli śledzisz losy Powstania Warszawskiego i wspominasz jego uczestników, zajrzyj do produktów z motywami powstańczymi.

Na podstawie:
S. Koper, Miłość w Powstaniu Warszawskim, Warszawa 2013.

 

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas