0 0,00 zł
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Kontynuuj zakupy

RED IS BAD HISTORYCZNIE: ODSIECZ WIEDEŃSKA

W 1681 r. Imperium Osmańskie wsparło antyhabsburskie powstanie Imre Thököly'ego, kalwińskiego arystokraty, jednocześnie gotując się do wojny z Austrią. Od czasów upadku Konstantynopola w 1453 r. Turcja próbowała wdzierać się w głąb Europy, narzucając jej islam i podporządkowując sobie kolejne kraje. Ofiarami padły m.in. Serbia (1459 r.), Bośnia (1463 r.), Siedmiogród (1541 r.) czy Cypr (1571 r.). Rzeczpospolita Obojga Narodów również ścierała się z siłami osmańskimi wielokrotnie, raz przegrywając (Cecora 1620 r.), raz odnosząc zwycięstwa (Chocim 1673 r.). Tym razem jednak wojna i bitwa stoczona u wrót Wiednia miała znaczenie dla dosłownie całej Europy i cywilizacji łacińskiej. W sierpniu w Stambule, podczas narady sułtana Mehmeda IV z najwyższymi urzędnikami Imperium Osmańskiego zapadła decyzja o formalnym wypowiedzeniu wojny Austrii, która będąc świadoma zagrożenia tureckiego, poszukiwała sojuszników. Znalazła wsparcie w Polsce i 1 kwietnia 1683 r. podpisano sojusz polsko-austriacki. Król Jan III Sobieski już wcześniej proponował taki sojusz Austrii, gdyż przewidywał, że w razie upadku Austrii następnym kierunkiem tureckiego ataku mógłby być Kraków. Na podpisanie sojuszu z Polską wpływ zapewne także miało formalne wypowiedzenie przez Turcję wojny Austrii, co nastąpiło w styczniu 1683 r. Armia sułtana wyruszyła z Adrianopola na przełomie marca i kwietnia, docierając na początku maja pod Belgrad, gdzie dowództwo objął Kara Mustafa. Turcy stanęli pod Wiedniem w połowie lipca 1683 r. i rozpoczęli roboty oblężnicze od południowego zachodu. Na czele obrony miasta stał Ernest Rüdiger von Starhemberg. Jan III Sobieski, po otrzymaniu informacji o koncentracji Turków pod Belgradem, zmienił miejsce ześrodkowania sił polskich z okolic Lwowa na Kraków. W lipcu do króla przybyli kurierzy cesarscy z informacjami o marszu Kara Mustafy na Austrię, a 17 lipca rezydent cesarski w Warszawie poinformował Sobieskiego, że Turcy ciągną wprost na Wiedeń. Dzięki własnej ofiarności, sybsydiom cesarskim i papieskim udało się wystawić armię liczącą ok. 27 tys. ludzi, z którą 11 sierpnia ruszono na odsiecz Wiedniowi i na ratunek całej cywilizacji chrześcijańskiej. Poprzez Śląsk siły polskie dotarły do Oberhollabrunn, dokąd ściągnął też ze swoimi ludźmi ks. Jerzy Fryderyk Waldeck, dowódca oddziałów frankońskich i szwabskich. 3 września 1683 r. odbyła się w Stettelsdorf narada wojenna dowódców sprzymierzonych sił chrześcijańskich. Z polskiej strony obecny był król Jan III Sobieski, który otrzymał naczelne dowództwo oraz hetmani koronni: Stanisław Jabłonowski i Mikołaj Sieniawski, a także generał artylerii Marcin Kątski. Stronę cesarską reprezentowali: książę Karol Lotaryński, Jerzy Fryderyk Waldeck, margrabiowie Herman Badeński i Ludwik Badeński. Połączone siły liczyły ok. 70 tys. ludzi. Opracowano plan bitwy, który zakładał, że wojska podzielą się na trzy grupy, zajmując szeroki front od Dunaju (wzgórze Leopoldsberg) po Las Wiedeński, zwany Kahlenberg. Lewe skrzydło zajęły wojska Karola Lotaryńskiego, środek oddziały niemieckie, a prawe skrzydło Polacy. 6 września armia polska przeprawiła się przez Dunaj po moście pontonowym pod Tulln, 8 września dołączyły oddziały książąt Rzeszy z Krems. Sobieski przydzielił na lewe skrzydło kilka chorągwi husarskich, a Austriacy na prawe, polskie skrzydło przerzucili kilka regimentów piechoty. Lewe skrzydło składało się z ok. 14 tys. piechoty i 8300 jazdy, środek z ok. 13 tys. piechoty i 9500 jazdy, a prawe skrzydło z 13200 jazdy (w tym 2500 husarii), 2800 dragonów i 9500 piechoty. 10 września rozpoczęto marsz w kierunku Wiednia, a w nocy z 10/11 września pierwsze oddziały chrześcijańskie zajęły pozycję na Kahlenbergu, skąd dano znak walczącym w Wiedniu o nadchodzącej odsieczy. Była to już ostatnia chwila, gdyż kilka dni zwłoki doprowadziłoby do zakończenia robót minerskich i wysadzenia ładunków wybuchowych, umieszczonych przez Turków w wykopach pod murami Wiednia. Przed bitwą odbyła się jeszcze jedna narada wojenna dowódców wojsk sprzymierzonych, na której wykrystalizowała się ostateczna koncepcja działań. Natarcie miało rozpocząć lewe skrzydło i związać nieprzyjaciela walką, a rozstrzygnięcie pozostawiono siłom polskim. Kara Mustafa, dowiedziawszy się o nadciągającej odsieczy, większość swych sił skierował do walki – z ok. 90 tys. armii 80 tys. miało zatrzymać odsiecz, 10 tys. pozostawiono w okopach wokół Wiednia. Do bitwy doszło 12 września 1683 r. Walki trwały od wczesnego rana, najpierw na lewym skrzydle. Około 10 rano piechota cesarska i niemiecka opanowała wzgórze Nussberg. Oddziały środkowe ks. Waldeck ok. 9 rano osiągnęły szczyty wzgórz Kobenzl i Pfaffenberg i nie napotykając silnego oporu ze strony Turków zajęły ok. 13 Sievering. Siły polskie, ze względu na trudne warunki terenowe, dotarła na pole bitwy ok. godz. 12-13. Lewe skrzydło sił polskich pod dowództwem hetmana Sieniawskiego zajęło grzbiet Dreimarkstein, zaś prawe skrzydło pod wodzą hetmana Jabłonowskiego zajęło szczyt Grünberg. Czoła próbował stawić im Abazy Sari Husajn, ale nieskutecznie. Kara Mustafa zorientował się w polskim zagrożeniu i zaczął przerzucać siły ze swego prawego skrzydła na lewe, usiłował również rzucić na tyły polskie 15 tys. Tatarów chana Murada Gireja. Tatarów odrzucono, a Jabłonowski zajął Heuberg i Gallitzinberg. Sobieski przed ostateczną szarżą przeprowadził rozpoznanie terenu. W tym celu wysłał por. Zygmunta Zbierzchowskiego, aby ten przeprowadził szarżę próbną, przydzielając mu chorągiew w sile ok. 130 koni. Szarża wbiła się w linie tureckie i przełamała je. Wywiązała się walka, ale Polacy zdołali powrócić do szeregów, tracąc 54 jeźdźców. Podobną szarżę na rozkaz Sieniawskiego przeprowadził Stanisław Potocki, starosta halicki. Poprowadził do boju jedną chorągwię husarską i jedną pancerną. Również przebił pierwszą linię Turków, lecz w walce poległ Potocki, a w pogoń za wracającym z rozpoznania Polakami rzuciła się turecka jazda, która została rozbita. Jan III Sobieski doszedł do wniosku, że zbliża się moment rozstrzygający bitwę. Na polskim odcinku zebrało się niemal 3/4 armii sułtana. Na prawym skrzydle zgromadziło się ponad 20 tys. jeźdźców (jazdy polskiej było 12 tys. w tym 2500 husarii; niektóre źródła wskazują na 1000 husarii), co stanowiło największe skupisko kawalerii do jednej szarży w dziejach świata. Szarża, powoli się rozpędzając, runęła jak lawina na szeregi tureckie. Cesarska piechota zatrzymała się na chwilę, aby móc podziwiać polską jazdę w ataku. Z okrzykami "Jezus, Maria, ratuj" i "Bij, zabij" husaria wbiła się z impetem w linię wojsk tureckich. W szarży do pewnego momentu brał udział sam król, który wraz ze swym pułkiem i wraz z królewiczami Jakubem i Aleksandrem, który dowodził własną chorągwią, stał w środku polskiego szyku. Abazy Sari Husajn rzucił jazdę, ale impet polskiej szarży był tak ogromny, że nic nie mogło uchronić Turków przed klęską. Żołnierze sułtana zdołali oddać tylko jedną salwę, po czym wpadli w panikę i popłoch. Kara Mustafa usiłował jeszcze zorganizować obronę tzw. szańca tureckiego, ale i on musiał ratować się ucieczką. Ok. godz. 18 wojska sprzymierzonych wdarły się do obozu tureckiego., gdzie zdobyły m.in. 25 tys. namiotów, drogocenne naczynia, zdobione kamieniami szlachetnymi 20 tys. bawołów i wielbłądów, ogromne ilości kawy, miodu i zboża, 117 armat i 20 tys. granatów oraz innego uzbrojenia. Straty tureckie wyniosły ok. 15 tys. zabitych, wojska sprzymierzone straciły 3500 ludzi. Zwycięstwo pod Wiedniem było ogromne, gdyż załamało potęgę Imperium Osmańskiego, które stopniowo będzie podupadać i wycofywać się z Europy, by w XX w. przestać istnieć ostatecznie. Odsiecz wiedeńska powstrzymała również zalew islamu na ziemie chrześciajańskiej Europy, ratując tym samym naszą cywilizację. Papież Innocenty XI nadał Janowi III Sobieskiemu tytuł "defensor fidei" czyli "obrońca wiary" w zamian za przysłany mu zdobyczny zielony sztandar Proroka. Wraz ze sztandarem Sobieski wysłał papieżowi list, z którego jedno zdanie przeszło do historii – "Venimus, vidimus, Deus vincit" ("Przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył"). Na pamiątkę zwycięstwa Innocenty XI 12 września ustanowił święto Imienia Maryi, obchodzone do dzisiaj oraz kazał wybić specjalny medal na cześć polskiego króla. Pisząc list do Marysieńki Sobieski tak opisał skalę zwycięstwa: "Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały". Skalę tureckiej porażki opisał z kolei osmański kronikarz Silahdar Mehmed, który twierdził, że "Porażka i przegrana […] była to przeogromna, klęska taka, jaka od powstania państwa nigdy jeszcze się nie wydarzyła". Sława Sobieskiego wykroczyła nawet poza Europę – w Iranie nadano mu przydomek El Ghazi "Zwycięzca", zaś Turcy z bojaźnią i wielkim respektem mówili o nim "Lew Lechistanu". Naszego króla podziwiał też znany teoretyk wojskowości Carl von Clausewitz, zaliczając Sobieskiego do najlepszych wodzów wszechczasów.

x Instagram

Red is Bad. Dołącz dziś do naszego Newslettera

Zgarnij 15 zł i nową smycz Red is Bad.

Znajdź nas